on my english lesson I was asked to find out most important reasons why does crimes exist in our society.
From my outlook it's impossible to answer this question without being sent to antropology and theology.
I was given 5 reasons of the existence of crime and I had to classify them from the most affecting one to the least. In my opinion the order should look like that way:
1. Bad parenting
2. People are naturally violent
3. Gangs
4. Poverty
5.Teenagers
In Christianity we find out that every human is affected by the birth-sin. By the old nature which is evil and has nothing to do with holiness.
In fact it doesn't justify crime in any way, because every person even affected; has his own free will.
What makes people to do crime then? Why do they make choices which are wrong?
The answer is, because they are cheated, dismissed.
our Lord on the cross Himself said: "Father, forgive them because they don't know what they do'.
Every person who sins does it because he doesn't see the truth. The offender thinks that his crime is good! He doesn't see anything wrong in crime while he sins. Noone can say clearly
'my behaviour is wrong, but I want to do this anyway'. No. Everyone has his own morality even if he doesn't want to. If someone says this, he lies. of course there is possibility that someone confesses the morality which says that 'everything is allowed', or 'everything what is good for me is allowed, even if someone hurts because of it'. But then he will not think that what he does is evil. From his point of view it's good. of course we know that often people do crimes when they are affected by emotions or by alcohol, drugs, addictions, bad habits etc. Normally they know that it's wrong to beat somebody up, but because of some reasons they didn't see it in the moment of crime.
ok then, if anyone who does make crime thinks that what he do is good, then how we can judge them? how we can say he did wrong when in that specific moment he thought it was good or in his or her morality it's simply nothing wrong?!
Yes we can judge if we believe in one simple dogma.
It's about a conscience.
This dogma says that everyone make choices if they trust their conscience which tells them TRUTH, or nearly truth about what is wrong or if they trust other voices, sounds of their nature affected by the birth-sin, sounds of this what did they see in their homes and how their parents treated them, or simply sound of the senses.
People who choise not listen their conscience do terrible sin.
So, for example the thief, who steals, says that he doesn't see anything wrong in this crime.
He says that his parents taught him that it's ok to steal.
How can we judge him?
We can judge him because he didn't have to listen his parents teaching about stealing, he made choice deeply in his heart.
The conscience of child ALWAYS says that making someone suffer, making someone sad is WR0NG.
When he was stealing something from his colleagues and he saw that they suffer he for sure knew that is wrong, because this moral law is written in the heart of child.
We have three options then:
1. he made the decision to trust his parents worldview not the sound of conscience.
2. he never Saw the suffering of other people caused by his crime.
3. he was forced by parents to steal in spite of himself, his heart was broken.
If 1) then he is guilty as the Eve was guilty of trusting the serpent not God, his crimes from that moment are caused by his ownmade decision which is decision made against his own conscience, it can be caused for example by the evil desire of having goods, and choice to trust this wrong desire not his own conscience. Anyway we've got a sin here. Choosing something good for me despite of other person suffering because of it is definetly wrong.
When 2) is truth about the person, then we can't say he is guilty. But personaly I can't believe that someone can steal without any doubt even if their parent's taught them that it's absolutely ok, and he didn't see anyone suffer because of that. I think that child in his simplicity will find out that something is wrong. But it's no matter of facts - it's just my intuition. If I am right then we are back in 1) or in 3)
If 3) is truth about the person, he is of course not guilty, whole sin belongs to his or her parents. As long as the child remains under the emotional tyranny of parents, it's not guilty. In moment in which child is able to emancipate itself from their influence, we go back to 1) or child starts to feel remorse and tries to change it's behaviour.
Wednesday, August 12, 2015
o miłości [na podstawie tekstu Tomasza z Akwinu]
Pierwsza sprawa dla mnie zaskakującą, którą wyczytałem u św. Tomasza, o której w
tych czasach się nie mówi,
że obdarzając człowieka przyjaźnią jesteśmy również
winni obdarzyć życzliwością ludzi związanych z osobą, którą obdarzamy
przyjaźnią, jak czytamy u Tomasza:
[Przyjaźń odnosi się do kogoś w dwojaki sposób: raz do samego
Przyjaciela, i taka przyjaźń odnosi się
tylko do niego. Wtórnie jednak przyjaźń odnosić
się może do kogoś z powodu innej osoby jak na przykład ktoś przyjaźniąc się z jakimś
człowiekiem miłuje też i innych wszystkich, którzy są z nim związani, jak jego synów, ·czy sługi, czy też kogokolwiek innego; i taka może być przyjaźń do przyjaciela, że
miłujemy wszystkich, którzy do niego należą, choćby oni nas obrażali, lub mieli w
nienawiści.
Tomasz jednocześnie zrazu podkreśla, że nie ma możliwości, aby taką miłością kogoś dla nas problematycznego obdarzyć bez oparcia tego na Bogu i na relacji przyjaźni z Nim samym. Po prostu nie ma opcji. Człowiek sam z siebie nie ma na to ani ochoty, ani siły, jedynie znajdując oparcie w Bogu i w relacji z Nim jesteśmy w stanie obdarzać życzliwością ludzi nam nieżyczliwych, co niewątpliwie jest celem wartym zachodu, obdarzając kogoś taką miłością, która pochodzi od Boga przemieniamy serce tej osoby, którą obdarzamy miłością. Po ludzku to, bowiem nie możliwe, a doświadczenie czegoś nadludzkiego jest zawsze przemieniające.
W ten sposób miłość przyjaźni rozciąga się też na nieprzyjaciół, których
miłujemy z miłości z powodu Boga, z którym przede wszystkim mamy przyjaźń
miłości.]
Jak więc trwać w takiej relacji z Bogiem skoro Go nie widzimy, ani nie słyszymy Jego głosu?
Życie ludzkie jest dwojakie: jedno zewnętrzne, naturą zmysłową i
cielesną, i pod tym względem nie mamy łączności i obcowania z Bogiem czy też z
aniołami. Jest jednak w człowieku życie duchowe, umysłowe, i tym możemy obcować
z Bogiem i z aniołami, choć w obecnym stanie nie jest to obcowanie pełne, jak
powiada Apostoł (Filip 3,20): „nasze obcowanie w niebie jest”; obcowanie to będzie
jednak udoskonalone w niebie, gdzie „słudzy Jego służą Bogu i widzieć będą oblicze
Jego” (Objaw 22, 3-4). Przeto tutaj miłość nie jest doskonała, ale udoskonalona
zostanie w ojczyźnie niebieskiej.
Czyli ta relacja będzie pełna dopiero w Niebie, ale już teraz możemy rozmawiać z Bogiem we wnętrzu naszej duszy i słyszeć Jego głos, jeśli otworzymy się nań i uwierzymy, że możemy Go usłyszeć. Możemy po prostu mówić i oczekiwać odpowiedzi, która zrodzi się w naszej duszy, jeśli będzie w nas dość wiary i otwartości.
Czy Bóg chce być ze mną w takiej relacji? Czy to w ogóle możliwe dla mnie? Nie?
A jednak Jan Ewangelista jest innego
zdania kiedy mówi (15,15): „już was niesię może do kogoś z powodu innej osoby jak na przykład ktoś przyjaźniąc się z jakimś
człowiekiem miłuje też i innych wszystkich, którzy są z nim związani, jak jego synów, ·czy sługi, czy też kogokolwiek innego; i taka może być przyjaźń do przyjaciela, że
miłujemy wszystkich, którzy do niego należą, choćby oni nas obrażali, lub mieli w
nienawiści.
Tomasz jednocześnie zrazu podkreśla, że nie ma możliwości, aby taką miłością kogoś dla nas problematycznego obdarzyć bez oparcia tego na Bogu i na relacji przyjaźni z Nim samym. Po prostu nie ma opcji. Człowiek sam z siebie nie ma na to ani ochoty, ani siły, jedynie znajdując oparcie w Bogu i w relacji z Nim jesteśmy w stanie obdarzać życzliwością ludzi nam nieżyczliwych, co niewątpliwie jest celem wartym zachodu, obdarzając kogoś taką miłością, która pochodzi od Boga przemieniamy serce tej osoby, którą obdarzamy miłością. Po ludzku to, bowiem nie możliwe, a doświadczenie czegoś nadludzkiego jest zawsze przemieniające.
W ten sposób miłość przyjaźni rozciąga się też na nieprzyjaciół, których
miłujemy z miłości z powodu Boga, z którym przede wszystkim mamy przyjaźń
miłości.]
Jak więc trwać w takiej relacji z Bogiem skoro Go nie widzimy, ani nie słyszymy Jego głosu?
Życie ludzkie jest dwojakie: jedno zewnętrzne, naturą zmysłową i
cielesną, i pod tym względem nie mamy łączności i obcowania z Bogiem czy też z
aniołami. Jest jednak w człowieku życie duchowe, umysłowe, i tym możemy obcować
z Bogiem i z aniołami, choć w obecnym stanie nie jest to obcowanie pełne, jak
powiada Apostoł (Filip 3,20): „nasze obcowanie w niebie jest”; obcowanie to będzie
jednak udoskonalone w niebie, gdzie „słudzy Jego służą Bogu i widzieć będą oblicze
Jego” (Objaw 22, 3-4). Przeto tutaj miłość nie jest doskonała, ale udoskonalona
zostanie w ojczyźnie niebieskiej.
Czyli ta relacja będzie pełna dopiero w Niebie, ale już teraz możemy rozmawiać z Bogiem we wnętrzu naszej duszy i słyszeć Jego głos, jeśli otworzymy się nań i uwierzymy, że możemy Go usłyszeć. Możemy po prostu mówić i oczekiwać odpowiedzi, która zrodzi się w naszej duszy, jeśli będzie w nas dość wiary i otwartości.
Czy Bóg chce być ze mną w takiej relacji? Czy to w ogóle możliwe dla mnie? Nie?
będę zwał sługami ..., Ale przyjaciółmi...”.
Jak odróżnić miłość od pożądania osoby bądź przedmiotu? Czy jest możliwa miłość kiedy kogoś zwyczajnie nie lubimy?
Arystoteles w Etyce6) powiada,
że nie jakiekolwiek lubienie ma
charakter miłości, ale lubienie, które połączone jest z życzliwością, a mianowicie
wówczas, gdy kogoś lubimy życząc mu dobra. Kiedy jednak przedmiotom które
lubimy nie życzymy dobra, a natomiast ich dobra pożądamy dla siebie, jak na przykład
lubimy wino lub konia czy coś podobnego, wówczas lubienie to nie jest przyjaźnią a
raczej pożądaniem. Śmieszne bowiem byłoby czyjeś powiedzenie, że ma przyjaźń z
winem czy koniem.
Sama jednak życzliwość nie jest wystarczającym powodem do przyjaźni, gdyż
wymagana tu jest jeszcze miłość wzajemna, ponieważ przyjaciel jest przyjacielem
przyjaciela. Tego zaś rodzaju wzajemna życzliwość buduje się na jakiejś łączności.
A ponieważ między człowiekiem a Bogiem istnieje jakaś łączność, jako że nam
udziela swej szczęśliwości wiecznej, przeto na tej łączności powstawać winna
pewnego rodzaju przyjaźń. O tej wzajemnej łączności powiedział Apostoł (1 Kor 1,5):
„wierny jest Bóg, przez którego wezwani jesteście do towarzystwa Syna Jego”.
Lubienie zaś oparte na tego rodzaju łączności nazywamy miłością. Wynika więc z
tego jasno, że miłość jest pewnego rodzaju przyjaźnią człowieka z Bogiem.
charakter miłości, ale lubienie, które połączone jest z życzliwością, a mianowicie
wówczas, gdy kogoś lubimy życząc mu dobra. Kiedy jednak przedmiotom które
lubimy nie życzymy dobra, a natomiast ich dobra pożądamy dla siebie, jak na przykład
lubimy wino lub konia czy coś podobnego, wówczas lubienie to nie jest przyjaźnią a
raczej pożądaniem. Śmieszne bowiem byłoby czyjeś powiedzenie, że ma przyjaźń z
winem czy koniem.
Sama jednak życzliwość nie jest wystarczającym powodem do przyjaźni, gdyż
wymagana tu jest jeszcze miłość wzajemna, ponieważ przyjaciel jest przyjacielem
przyjaciela. Tego zaś rodzaju wzajemna życzliwość buduje się na jakiejś łączności.
A ponieważ między człowiekiem a Bogiem istnieje jakaś łączność, jako że nam
udziela swej szczęśliwości wiecznej, przeto na tej łączności powstawać winna
pewnego rodzaju przyjaźń. O tej wzajemnej łączności powiedział Apostoł (1 Kor 1,5):
„wierny jest Bóg, przez którego wezwani jesteście do towarzystwa Syna Jego”.
Lubienie zaś oparte na tego rodzaju łączności nazywamy miłością. Wynika więc z
tego jasno, że miłość jest pewnego rodzaju przyjaźnią człowieka z Bogiem.
Stąd wynika, że do miłości potrzebna jest taka sama postawa życzliwości i lubienia z obu stron. Relacji jednostronnej nie można nazwać przyjaźnią, ani miłością.
Ale bardziej niesamowita jest druga część, w której dowiadujemy się, że miłość powstaje, kiedy obydwie osoby zainteresowane są w relacji miłości do tegoż samego Jedynego Boga i na tej miłości opierają swoją relację miłości.
Zachęcam do praktykowania :)
Sunday, August 2, 2015
2.08 - Niedziela; czytania i Ewangelia
(Wj 16,2-4.12-15)
I zaczęło szemrać na pustyni całe zgromadzenie Izraelitów przeciw Mojżeszowi i przeciw Aaronowi. Izraelici mówili im: Obyśmy pomarli z ręki Pana w ziemi egipskiej, gdzieśmy zasiadali przed garnkami mięsa i jadali chleb do sytości! Wyprowadziliście nas na tę pustynię, aby głodem umorzyć całą tę rzeszę. Pan powiedział wówczas do Mojżesza: Oto ześlę wam chleb z nieba, na kształt deszczu. I będzie wychodził lud, i każdego dnia będzie zbierał według potrzeby dziennej. Chcę ich także doświadczyć, czy pójdą za moimi rozkazami czy też nie. Słyszałem szemranie Izraelitów. Powiedz im tak: O zmierzchu będziecie jeść mięso, a rano nasycicie się chlebem. Poznacie wtedy, że Ja, Pan, jestem waszym Bogiem. Rzeczywiście wieczorem przyleciały przepiórki i pokryły obóz, a nazajutrz rano warstwa rosy leżała dokoła obozu. Gdy się warstwa rosy uniosła ku górze, wówczas na pustyni leżało coś drobnego, ziarnistego, niby szron na ziemi. Na widok tego Izraelici pytali się wzajemnie: Co to jest? - gdyż nie wiedzieli, co to było. Wtedy powiedział do nich Mojżesz: To jest chleb, który daje wam Pan na pokarm.
I zaczęło szemrać na pustyni całe zgromadzenie Izraelitów przeciw Mojżeszowi i przeciw Aaronowi. Izraelici mówili im: Obyśmy pomarli z ręki Pana w ziemi egipskiej, gdzieśmy zasiadali przed garnkami mięsa i jadali chleb do sytości! Wyprowadziliście nas na tę pustynię, aby głodem umorzyć całą tę rzeszę. Pan powiedział wówczas do Mojżesza: Oto ześlę wam chleb z nieba, na kształt deszczu. I będzie wychodził lud, i każdego dnia będzie zbierał według potrzeby dziennej. Chcę ich także doświadczyć, czy pójdą za moimi rozkazami czy też nie. Słyszałem szemranie Izraelitów. Powiedz im tak: O zmierzchu będziecie jeść mięso, a rano nasycicie się chlebem. Poznacie wtedy, że Ja, Pan, jestem waszym Bogiem. Rzeczywiście wieczorem przyleciały przepiórki i pokryły obóz, a nazajutrz rano warstwa rosy leżała dokoła obozu. Gdy się warstwa rosy uniosła ku górze, wówczas na pustyni leżało coś drobnego, ziarnistego, niby szron na ziemi. Na widok tego Izraelici pytali się wzajemnie: Co to jest? - gdyż nie wiedzieli, co to było. Wtedy powiedział do nich Mojżesz: To jest chleb, który daje wam Pan na pokarm.
Pan Bog chce, żeby Jego lud jeszcze bardziej uzależnił się od Niego. Trzeba zauważyć, że podczas przebywania w niewoli ludowi było całkiem dobrze; jego ego było podłechtane, natomiast decydując się na wyzwolenie z Bogiem narazili się na ryzyko, musieli porzucić niewolę, w ktorej ich ego było wysokie i było celem samym w sobie, niejako wynagrodzeniem za doznawane krzywdy. To znaczy: Będąc w niewoli doznawali krzywd i pewną rekompensatą było dla nich doznanie przyjemności, jaką było pożądne jedzenie.
Jest to postawa rownież nam dobrze znana; postawa w ktorej trudy życia musimy sobie rekompensować przyjemnościami, ktore nie koniecznie pochodzą od Boga i nie mają na celu nic poza tym, żeby nam samym było lepiej.
Taka postawa zdecydowanie nie podoba się Bogu, ktory pragnie, żeby to w Nim szukać pociechy i do Niego uciekać się podczas trudności i żeby Jego dzieci w Nim znajdowały źrodło radości.
Pan ukazuje Swoje intencje wobec nas. Pragnie, żeby nasze potrzeby były zaspokojone, ale tylko w Nim, nigdy poza Nim. Bog daje więc zarowno Izraelitom, jak i nam wszystko czego potrzebujemy, żeby nasze potrzeby i pragnienia zostały zaspokojone. Szukajmy więc u Niego, bo tam znajdziemy to czego nam prawdziwie potrzeba. Sztuka w tym, żeby nie szukać przede wszystkim zaspokojenia
Jest to postawa rownież nam dobrze znana; postawa w ktorej trudy życia musimy sobie rekompensować przyjemnościami, ktore nie koniecznie pochodzą od Boga i nie mają na celu nic poza tym, żeby nam samym było lepiej.
Taka postawa zdecydowanie nie podoba się Bogu, ktory pragnie, żeby to w Nim szukać pociechy i do Niego uciekać się podczas trudności i żeby Jego dzieci w Nim znajdowały źrodło radości.
Pan ukazuje Swoje intencje wobec nas. Pragnie, żeby nasze potrzeby były zaspokojone, ale tylko w Nim, nigdy poza Nim. Bog daje więc zarowno Izraelitom, jak i nam wszystko czego potrzebujemy, żeby nasze potrzeby i pragnienia zostały zaspokojone. Szukajmy więc u Niego, bo tam znajdziemy to czego nam prawdziwie potrzeba. Sztuka w tym, żeby nie szukać przede wszystkim zaspokojenia
swoich potrzeb, a powierzyć tę sprawę Bogu i ufać Mu, że to 0n zaspokoi nasze potrzeby kiedy my Mu zaufamy i będziemy przede wszystkim szukać Jego Chwały i sposobu służenia Mu samemu i Jemu w drugim człowieku.
(Ef 4,17.20-24)
To zatem mówię i zaklinam was w Panu, abyście już nie postępowali tak, jak postępują poganie, z ich próżnym myśleniem, Wy zaś nie tak nauczyliście się Chrystusa. Słyszeliście przecież o Nim i zostaliście pouczeni w Nim - zgodnie z prawdą, jaka jest w Jezusie, że - co się tyczy poprzedniego sposobu życia - trzeba porzucić dawnego człowieka, który ulega zepsuciu na skutek zwodniczych żądz, odnawiać się duchem w waszym myśleniu i przyoblec człowieka nowego, stworzonego według Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości.
To zatem mówię i zaklinam was w Panu, abyście już nie postępowali tak, jak postępują poganie, z ich próżnym myśleniem, Wy zaś nie tak nauczyliście się Chrystusa. Słyszeliście przecież o Nim i zostaliście pouczeni w Nim - zgodnie z prawdą, jaka jest w Jezusie, że - co się tyczy poprzedniego sposobu życia - trzeba porzucić dawnego człowieka, który ulega zepsuciu na skutek zwodniczych żądz, odnawiać się duchem w waszym myśleniu i przyoblec człowieka nowego, stworzonego według Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości.
Piękne podsumowanie tego co napisałem poprzednio! Kocham Cię św Pawle.
Wszystko jest jasne. Trzeba wykreślić prożność i wypowiedzieć radykalną walkę ze stawieniem siebie jako celu swoich działań. Trzeba wyrzucić ze swojego postępowania robienie czegoś tylko i wyłącznie dla siebie, dla swojej chwały, pychy i egoizmu. To Bog, Jego chwała i dobro innych ludzi mają stać się przede wszystkim naszym celem. Paradoksem jest, że szukając Boga odnajdziemy wszystko czego potrzebujemy, w Nim odnajdziemy wszelką pociechę, umocnienie, radość, pokoj.
Ale kochając Boga naprawdę nasze dążenie nie może się ograniczyć tylko do brania i szukania w Bogu swojego własnego zaspokojenia. Miłość pragnie więcej, pragnie żyć dla Niego zapominając o sobie. Kiedy nasze potrzeby są zaspokojone, kiedy Jego miłość wypełnia nasze serca jesteśmy w stanie zrobić bardzo wiele na Jego chwałę dla innych uświęcając jednocześnie siebie.
Panie, przyoblekam się dziś w Nowego Człowieka i postanawiam żyć zgodnie z nowym sercem oddanym Tobie jakie we mnie stwarzasz, pragnę, abyś napełnił mnie swoim Świętym Duchem i posługiwał się mną dla Swojej chwały w taki sposob jaki chcesz. 0ddaję Tobie całego siebie odrzucając drogi starego człowieka i prosząc abyś dopomogł mi przemienić mi się zupełnie w człowieka nowego, i zupełnie porzucić stare ścieżki. Niech moj umysł zostanie odnowiony w Tobie, aby to Twoja miłość była jedynym źrodłem z ktorej będę czerpał wszystko czego potrzebuję. Naucz mnie znajdować wszystko czego potrzebuję w Tobie, i naucz mnie szukać przede wszystkim Twoich drog samych w sobie, a dopiero potem siebie.
Wszystko jest jasne. Trzeba wykreślić prożność i wypowiedzieć radykalną walkę ze stawieniem siebie jako celu swoich działań. Trzeba wyrzucić ze swojego postępowania robienie czegoś tylko i wyłącznie dla siebie, dla swojej chwały, pychy i egoizmu. To Bog, Jego chwała i dobro innych ludzi mają stać się przede wszystkim naszym celem. Paradoksem jest, że szukając Boga odnajdziemy wszystko czego potrzebujemy, w Nim odnajdziemy wszelką pociechę, umocnienie, radość, pokoj.
Ale kochając Boga naprawdę nasze dążenie nie może się ograniczyć tylko do brania i szukania w Bogu swojego własnego zaspokojenia. Miłość pragnie więcej, pragnie żyć dla Niego zapominając o sobie. Kiedy nasze potrzeby są zaspokojone, kiedy Jego miłość wypełnia nasze serca jesteśmy w stanie zrobić bardzo wiele na Jego chwałę dla innych uświęcając jednocześnie siebie.
Panie, przyoblekam się dziś w Nowego Człowieka i postanawiam żyć zgodnie z nowym sercem oddanym Tobie jakie we mnie stwarzasz, pragnę, abyś napełnił mnie swoim Świętym Duchem i posługiwał się mną dla Swojej chwały w taki sposob jaki chcesz. 0ddaję Tobie całego siebie odrzucając drogi starego człowieka i prosząc abyś dopomogł mi przemienić mi się zupełnie w człowieka nowego, i zupełnie porzucić stare ścieżki. Niech moj umysł zostanie odnowiony w Tobie, aby to Twoja miłość była jedynym źrodłem z ktorej będę czerpał wszystko czego potrzebuję. Naucz mnie znajdować wszystko czego potrzebuję w Tobie, i naucz mnie szukać przede wszystkim Twoich drog samych w sobie, a dopiero potem siebie.
(J 6,24-35)
A kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa, a także Jego uczniów, wsiedli do łodzi, przybyli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: Rabbi, kiedy tu przybyłeś? W odpowiedzi rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec. Oni zaś rzekli do Niego: Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże? Jezus odpowiadając rzekł do nich: Na tym polega dzieło /zamierzone przez/ Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał. Rzekli do Niego: Jakiego więc dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Dał im do jedzenia chleb z nieba. Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu. Rzekli więc do Niego: Panie, dawaj nam zawsze tego chleba! Odpowiedział im Jezus: Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.
A kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa, a także Jego uczniów, wsiedli do łodzi, przybyli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: Rabbi, kiedy tu przybyłeś? W odpowiedzi rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec. Oni zaś rzekli do Niego: Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże? Jezus odpowiadając rzekł do nich: Na tym polega dzieło /zamierzone przez/ Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał. Rzekli do Niego: Jakiego więc dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Dał im do jedzenia chleb z nieba. Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu. Rzekli więc do Niego: Panie, dawaj nam zawsze tego chleba! Odpowiedział im Jezus: Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.
Bądź uwielbiony prawdziwy Boże!
Ja i każdy człowiek prędzej czy poźniej widzimy, że kiedy postępujemy swoimi drogami zaniedbując szukanie tylko i wyłącznie drog Bożych, zobaczymy, że nie ma tam tego czego szukamy. Czyli Jezusa. Znajdując tylko siebie i swoje zaspokojenie zrozumiemy, że nie tego szukaliśmy, że to nie wystarczy. Że dalej jesteśmy puści w środku.
Jedynym ratunkiem będzie wtedy odrzucić wszystko i wyruszyć na poszukiwanie Jezusa.
Jezus obnaża prawdziwe powody tego dlaczego Go szuka większość z nas. Bo szukamy zawsze Jego niezależnie czy zdajemy sobie z tego sprawę. Może nam się wydawać, że potrzebujemy coraz więcej pieniędzy, alkoholu, świętego spokoju i bez tego nie będziemy mieli radości w sobie. Ale prawdą jest, że kiedy odnajdziemy Jezusa wszystkie inne nasze pragnienia są czymś śmiesznym, to znaczy, nie to że wszystkie trzeba odrzucić, ale trzeba je skierować ku Niemu, ku Jego chwale bo tylko wtedy mają one sens. Święty spokoj będzie atrakcyjny jeśli będzie pokojem pochodzącym od Jego Ducha, Alkohol będzie atrakcyjny jako napoj ujawniający Jego radość ktorą już otrzymaliśmy i ktorą możemy jeszcze pomnożyć i wyciągnąć na zewnątrz i podzielić się nią z innymi. Pieniądze staną się dobre jeśli przeznaczymy je dla dobra innych ludzi, lub dla naszego własnego przybliżenia do Boga.
Jezus stara się przekonać nas, że to w Nim odnajdziemy wszystko co potrzeba, i stara się nakłocić nas abyśmy ubiegali się przede wszystkim o ten pokarm ktory 0n daje - o Eucharystię; oraz abyśmy troszczyli się przede wszystkim o sprawy niebieskie,
Konieczna do zobaczenia wspaniałości i niezwykle oszałamiającej wartości chleba jaki daje nam sam Bog jest silna wiara. Jeśli przyjmiemy Eucharystię nie oczekując wiele - wiele nie otrzymamy. Natomiast jeśli położymy w Niej całą naszą nadzieję, jeśli będziemy oczekiwać cudow w naszym życiu, jeśli przyjmiemy Chrystusa z głębokim przekonaniem i nastawieniem, że To jest to co pomoże na nasze trudności i problemy, To jest to co przemieni moje serce, To jest właśnie uzdrowienie, w Tym jest zawarta cała tajemnica miłości to tak właśnie będzie. Trzeba więc zaryzykować wiarę, wystawić w pewnym sensie Boga na probę, zawierzając Mu wszystko i trzymając Go za Słowo, że będzie naprawdę dobrze. Może nie w taki sposob w jaki ja chcę, ale będzie naprawdę dobrze... I trzymać się tego bo 0n tak powiedział, niezależnie od tego co czuję. To jest wiara. Pragnienie i wdzięczność pochodzące ze świadomości czym ten chleb jest.
św. Teresa Wielka powiedziała, że gdybyśmy znali wartość Eucharystii to przyjmując ją umarlibyśmy ze szczęścia. Zaufajmy także jej i bezgranicznie zaufajmy, że w Nim znajdziemy wszystko czego szukamy.
Subscribe to:
Posts (Atom)