Thursday, January 28, 2016

co człowiek zawsze może zrobić

często gdy mięsień woli człowieka jest sprowadzony do absolutnej niemocy przez czynniki odeń niezależne - nie ponosi on za to osłabienie winy - jest wystawiony na pokusy, których jeszcze bardziej niż zwykle nie jest w stanie przezwyciężyć o własnych siłach, gdyż o własnych siłach człowiek będzie zawsze zgubiony i nigdy nie wzniesie się ani o krok ponad swoją marną naturę skłonną przez skażenie grzechem do wszelkiego egoizmu, zepsucia i ratowania tylko siebie przed bólem i unikania trudności nawet za cenę przybicia do krzyża Jezusa.

Nowa natura człowieka, nowy człowiek, nowe serce człowieka nie jest jego naturą samoistną, żyjącą samą przez się, na skinienie woli i podjęcie decyzji - jest naturą, które działa na paliwo jakim jest Łaska. Sam z siebie nowy człowiek nie istnieje i nic nie potrafi, zostanie natychmiast usunięty w cień przez starą naturę, jeśli tylko nie jest napełniony paliwem Łaski.

Jakkolwiek człowiek utożsamia się ze swoją nową naturą musi pamiętać, że nie jest Bogiem i nie istnieje bez sięgania do Źródła jakim jest Bog, a nie człowiek. Jakkolwiek Źródło jest w jego sercu, jest "jego" musi on uczynić krok, aby na nowo zanurzyć się w źródle. Mówiąc obrazowo trzeba zanurzyć się w życiu wewnętrznym Boga, wejść weń poprzez aktywność duszy, zwrócenie się po wszelkie potrzebne siły do Źródła, do Życia wewnętrznego Boga. Siłą tą jest miłość jaką Bog w nas wlewa. My tą miłość mamy w sobie, ale żeby ona zadziałała musimy jej użyć. Wybrać pokierowanie się tą miłością w danej trudnej sytuacji.

Żeby więc przezwyciężyć pokusę, musimy użyć Źródła, które jest w nas samych dzięki dotychczasowej współpracy z Łaską, która założyła je w nas, ale wymaga swego rodzaju aktywacji, nowego podjęcia, wysiłku miłości, wysiłku zaufania przekroczenia własnych ograniczeń, niemocy i własnego rozumu przez podjęcie, akt zawierzenia.

Czyli to co w nas jest to miłość, zaufanie, wiara i pokładanie nadziei w Bogu, Maryi i innych Jego świętych. Podjęcie tych aktów przez decyzję jednoczy nas z Nimi i sprawia, że zyskujemy siłę potrzebną do przezwyciężenia własnej ograniczoności. 

Czyli Źródłem jest Bog, a ja staję się także źródłem jeśli jednoczę się z Bogiem, wchodzę w Jego Życie wewnętrzne.

i kiedy weń wejdę przez akt woli, przez sam akt aktywują się we mnie dane mi siły wiary i miłości, które czynią mnie zdolnym do pokonania słabości. Ale są one jakby uśpione zanim nie podejmę owego aktu.

A więc wnioskując wszystko zależy ode mnie, ale i tak samo wszystko zależy od Boga.
Gdyż wszelka potrzebna Łaska jest mi dana, ale wymaga ode mnie za każdym razem decyzji o sięgnięciu do jej Źródła i podłączeniu się do Niego.

Czyli kończąc - czasem nie mogę zrobić nic, nie mam absolutnie żadnej siły i jest pewnym że pogrążę się w słabości i porażce z własną starą naturą i pokusą związaną z cierpieniem, ale zawsze mogę uczynić jedno co w rzeczywistości jest wszystkim - mogę zawołać do Nieba o pomoc, oderwać się od własnej wewnętrznej walki a przylgnąć do Boga zwyciężając jeśli wytrwam przy Nim. Zawsze mam dość wolności aby tak postąpić.

I kiedy robiąc wszystko co w mojej mocy aby w danej sytuacji podłączyć się do Nieba - upadam i odłączam się odeń - wychodzi na jaw mój brak miłości, wiary i zaufania i moja słabość i cierpienie okazują się w danym momencie je zwyciężać. Mogę w tym momencie uznać, że było wolą Bożą pokazać mi to, jak bardzo brak mi jeszcze wiary, miłości i zaufania.

Mogę przeprosić, wyrazić żal i skruchę, ale przede wszystkim za to, że w swojej ślepocie uznałem się już za prawie świętego, podczas gdy brak mi tych cnót wlanych.

co więc dalej czynię: Błagam Ciebie mój dobry Boże o to byś prowadził mnie na Swojej drodze i wlał we mnie swe nieskończoności wiary nadziei i miłości i żebyś to Ty doprowadził mnie do świętości, bo sam do niej nie dojdę choćbym nie wiem jak się wytężał i jestem od niej bardzo daleki. Ja natomiast zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby dobrze współpracować z Twą łaską we wszystkim.

Umarł więc mój błąd uważania siebie za wielce pełnego Twych cnót wlanych, podczas gdy okazało się że nie posiadam ich prawie wcale, gdyż byle cierpienie sprawiło, że wyszło to na jaw przez mój brak przylgnięcia do Ciebie w trudnościach.

Dziękuję Ci za łaskę pokazania mi tego. Staję w pokorze widząc dobrze swoje braki. Widzę również jak wielkie trudności musisz przezwyciężać chcąc mnie uświęcić przez moje zaślepienie i braki w pokorze. Dziękuję, że mnie jej uczysz i pokazujesz prawdę o mnie która jest piękna bo zachęca mnie do ciężkiej pracy z całych sił, a jeszcze większej ufności i zawierzenia zupełnie wszystkiego Tobie i stanięcia w prawdzie o tym, że ja mam zrobić swoje, a Ty zrobisz resztę, czyli wszystko. Amen.

Grzech mój jaki został mi ukazany to w tym wypadku brak pokory i trwanie w zakłamaniu o poziomie duchowym na którym jestem. Jest on niski jeszcze bardzo, bo to jaką mamy wiarę, nadzieję i miłość okazuje się najbardziej w najtrudniejszych momentach cierpienia i słabości, a u mnie okazało się właśnie w takim momencie, że nie zwróciłem się do Ciebie, lecz chciałem polegać na sobie, który sam z siebie jestem niczym, a więc stało się za dość mojemu wyborowi i upadłem przegrywając sromotnie.

Błagam przeniknij tą prawdą do głębi mojego serca, abym więcej nie polegał na sobie i żebym w każdym cierpieniu i ciężkim kryzysie, pokusie przestawał natychmiast walczyć wewnętrznie a żebym udał się do Ciebie natychmiast, przylgnął i nie odchodził. Wtedy będę niezwyciężony.

Wednesday, January 27, 2016

Boże moj...

Pragnę napisać Ci tutaj co mam w sercu.
Czuję się wezwany do powołania, czuję, że wzywasz mnie Dobry Boże do wielkich rzeczy. Pragnę Wielkiej Miłości.
Ty, Dobry Boże nigdy nie dajesz pragnień, których nie potrafisz spełnić, i w Swojej wielkiej dobroci je wypełniasz ponad miarę.

Miłości,
Wierzę, że powołanie małżeńskie jest powołaniem do wielkiej świętości. Do świętości i miłości, które nie zamykają się tylko w rodzinnym domu małżonków, ani nie ograniczają do rodziny określonej przez więzy krwi.

Wierzę, że małżeństwo świętych powołanych do wielkiej miłości jest jednością zdolną mnożyć Twoją Chwałę po stokroć na świecie, zdolną przynieść wielki owoc wielu duszom.

Wierzę, że małżeństwo w moim przypadku jest powołaniem do kontemplacji i do wydawania jej owoców zaczynając od najbliższej rodziny aż po cały świat.

Wierzę, że pragnienie drogi, o której tutaj mówię nie jest powodowane przywiązaniem do stworzeń, wierzę, że nie kieruję się tęsknotą za człowiekiem, za bliskością ludzką, bo dobrze wiem, że dzięki Twojej Łasce jest mi odebrana nieuporządkowana tęsknota za tym dobrem.

Dobrze wiem, że do Życia starcza mi tylko trwać w Twej Łasce. A cóż się liczy w tym życiu poza nieustannym przebywaniem w Świetle Życia wiecznego?

Czy może być coś piękniejszego niż nieustanne Adorowanie Ciebie we wspólnocie jedności małżeńskiej? Czy może być coś piękniejszego, niż dzielenie się owocem tej Adoracji z całym światem zapraszając niezliczone dusze do życia Nowym Życiem?

Ufam więc, że to pragnienie, które tutaj wyrażam jest owocem nie egoizmu, złudzenia i nieuporządkowania, a raczej przedziwnej Miłości i Łaski jaką mnie prowadzisz w tym życiu.

Raczej jest spowodowane tym, że chcesz prowadzić mnie tą przedziwną drogą, abym stał się chlebem dla wielu dusz.

Ale nie moja wola, a Twoja niech się dzieje.
Jeżeli mylnie rozeznaję, jeżeli sercem przywiązuję się zbytnio do czegośkolwiek poza tym, żeby we wszystkim spełnić Twoją wolę - odbierz mi to proszę.

Jeżeli mylnie rozeznaję jestem gotów natychmiast zawrócić z tej ścieżki i pójść tam dokąd tylko mnie poślesz i dobrze wiesz, że nie będę miał do Ciebie żalu. Mam pełną świadomość bycia całkowicie i zupełnie Twoją własnością, niech więc będzie Twoja wola we wszystkim.

Niemniej jednak kierując się sercem, w którym w Swojej dobroci raczysz mieszkać, kieruję również całą swą wolę i wszystkie siły, żeby zrealizować to powołanie, do którego czuję się wezwany przez Twego Ducha, który mnie prowadzi.

Uczynię więc wszystko, żeby spełnić to co jawi mi się jako Twoja wola.

Zdaję sobie sprawę, że wszelkie powołanie jest piękne, ale czyż zapisałeś historię świata historią wielu świecących Twoim światłem małżeństw? Wiem w sercu, że tak. Jednak moje serce napełnia pewien niesmak, że na słowo "święty" od razu przypominają się nam wszystkim ludzie żyjący w celibacie.

Czyż człowiek "całkowicie oddany Bogu" musi się nam kojarzyć jedynie z kapłaństwem i życiem zakonnym?

Nie, jeśli zrozumiemy, że Ty zamieszkałeś w człowieku i będąc oddanym czystą Miłością Świątyni, w której raczyłeś zamieszkać - czyli sercu ludzkiemu - adorując, uwielbiając i troszcząc się o Ciebie w niej obecnego - wszystko oddaliśmy Tobie i nie pozostało już nic z nas samych.

o, Panie mój, bądź uwielbiony, że przyprowadziłeś mnie do tego miejsca. Ty wiesz lepiej niż inni jaką marnością jestem bez Twojej łaski. Wiesz, że chcąc cokolwiek osiągnąć o własnych siłach jestem jak ziarnko maku podczas silnego wiatru, chcące polecieć w tą a nie inną stronę.

Ty wiesz, że bez jedności z Tobą nie ma we mnie ani krzty Miłości i wszystko z tych wielkich słów, które tutaj wyraziłem obróci się jedynie w marny pył, jeśli Ty nie poprowadzisz mnie tam dokąd chcesz.

Ty jesteś tym, który Słucha. oddaję Ci więc teraz te wszystkie pragnienia obecne w moim sercu, te, które tu wyraziłem a także te, które zatrzymałem w sercu, i proszę Cię jedynie o spełnienie się w tym wszystkim Twojej woli, Ty wiesz czego potrzeba do tego aby się ona spełniła. Ja chcę zrobić wszystko co do mnie należy, żeby już dłużej nie przeszkadzać jej spełnianiu. Pomóż mi poznać co się z tym wiąże, czego mam się wyrzec, a w co zaangażować, aby tak właśnie się stało. Amen.

Wednesday, January 6, 2016

Modlitwa2

Dobry Jezu...
Czuję bol, płaczę, czy to ma jakieś znaczenie?
Czuję się tak słaby i niedoskonały, podczas gdy chciałbym być silny i stanowić oparcie.

Niby wszystko wiem, ale wciąż mnie to boli.

Boli mnie, że to wszystko między nami było, że byliśmy w tym razem, a teraz już jesteśmy osobno.

Boli mnie jak przypominam sobie mnie i Ciebie, razem kiedy postanowiliśmy zostać drzewem i już stamtąd nie odchodzić.
Boli mnie jak pamiętam jak spacerowaliśmy razem w moje urodziny, i kiedy powiedziałem Ci, że nie ma lepszego prezentu niż Ty sama.

Czuję się tak samotny...

Tak mi przykro...

Ale przeciez nie mogłbym Ci tego napisać, bo i po co? Powiedziałabyś mi pewnie żebym przestał się nad sobą rozczulać, więc lepiej żebyś tego nie czytała, piszę to dla mojego Boga i żeby sam siebie zrozumieć.

Czy kiedykolwiek z kimś zrozumiem się na tak głębokim poziomie?
Czy kiedyś kogoś będę w stanie tak do głębi pokochać?

Boję się moj Boże, że nie potrafię, że będę ranił tę osobę przez to że wciąż kocham moją przyjaciołkę, choć wiem że nie jest dla mnie i nigdy nie będzie.

Chciałbym żebyśmy nie ranili siebie i przez siebie więcej nie płakali. Chciałbym żeby te wspomnienia już nie bolały, żebym mogł pełnić Twoją wolę we wszystkim i żebyśmy byli zwyczajnie przyjaciołmi ktorzy zwyczajnie ze sobą rozmawiają, są dla siebie dobrzy, modlą się za siebie i są dla siebie mili, żebym mogł jej dawać to co mogę, coś co doprowadzi ją bardziej do Ciebie, i rownież brać od niej to samo, ale pragnę otworzyć się na nową relację oblubieńczą i nie ranić mojej przyszłej ukochanej swoimi wspomnieniami. Czy proszę o zbyt wiele Panie?

Pomoż mi, abym pełnił Twoją wolę i uporządkuj proszę, ustabilizuj moje serce, moje uczucia, abym stał się silny, stabilny i pełen pokoju.

Ufam Ci moj Jezu, że mi pomożesz i z czasem uczynisz mnie takim, abym mogł lepiej spełniać Twą wolę wierząc i kochając w każdej sferze mojego życia.

Prowadź mnie swoimi drogami i spraw żeby moje cierpienia przydały się na coś, polecam je w intencji taty dziewczyny 0skara.

Prowadź mnie i umacniaj i uczyń serce moje według serca Swego.