Saturday, July 2, 2016

Jezus oblubieniec duszy

-"Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?"
-"Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć. Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania, gdyż łata obrywa ubranie i gorsze staje się przedarcie. Nie wlewają też młodego wina do starych bukłaków. W przeciwnym razie bukłaki pękają, wino wycieka, a bukłaki przepadają. Ale młode wino wlewają do nowych bukłaków, a tak jedno i drugie się zachowuje"

Post jest umartwieniem, rezygnacją z czegoś czego pragniemy z powodu miłości. Jest to forma ofiary z samego siebie, przekroczenia siebie w imię jakiejś wartości większej niż my sami. W imię dążenia do najwyższego szczęścia, które jest ofiarą i zaparciem się własnej woli.

Uczniowie Jezusa kiedy są z Jezusem nie są zdolni do postu, gdyż kiedy "Pan młody jest z nami" wszystkie tęsknoty ludzkiego serca są zaspokojone i każde wyrzeczenie jest dla nas możliwe i nie odczuwamy z tego powodu szczególnej przykrości. Kiedy Bog obdarza nas łaską tej pociechy bliskości dla nas odczuwalnej jedząc czekoladę będziemy równie pełni Życia jak nie jedząc jej.

Prawdziwe umartwienie ma miejsce kiedy nie odczuwamy tej pociechy bliskości 0blubieńca w duszy i przeżywamy oschłość. Wtenczas nasze dawne przywiązania dochodzą do głosu z siłą, która staje się pokusą. Wtedy możliwe jest ćwiczenie się w cnocie poprzez podejmowanie wysiłku w oparciu o czystą wiarę i miłość, które nie są odczuwalne a są decyzją - przekonaniem. Jednak wysiłek ten musi być dostosowany do naszych możliwości, abyśmy przez zbytni rygoryzm wobec samych siebie nie oprożnili się z danej nam potrzebnej Łaski do wytrwania w trudzie. Bo jeśli chcemy trwać w Łasce musimy przede wszystkim być świadomi własnych ograniczeń.

Nowość nauki Jezusa polega na tym, że wzywa on do umiaru, nie przeginania w ani jedną ani drugą stronę jeśli chodzi o przyjemność i rozrywkę, 'pociechę zmysłową'. Jeśli odrzucamy wszelką pociechę i chcemy w każdym czasie się umartwiać osłabiamy naszą duszę i czynimy się niezdolnymi do walki w okresie kiedy "zabiorą nam Pana młodego". Jesteśmy też poza prawdą, gdyż prawdą jest, że odpoczynek jest dobrem, którego potrzebujemy aby mieć siłę do walki w trudach. 

Jeśli zaniedbamy odpoczynek i radość nasze wewnętrzne bukłaki rozpadną się.
Jeśli będziemy sobie folgować także nie będziemy dopasowani do tego czego oczekuje od nas Bog.

Jezus wzywa nas więc do postępowania stosownego do stanu ducha w jakim nas stawia. 
Do bycia w pełni zaangażowanym w życie.

Pełne zaangażowanie nie wyraża się w przecenianiu swoich sił tylko pokornym całkowitym poddaniu się woli Bożej i w oparciu o Jego Łaskę pokonanie pokusy wiernością Bożemu natchnieniu.

Jezus chce żeby nasze wzrastanie w cnocie było pełne pokory, czyli cierpliwości wobec samego siebie.
Jezus chce nas udoskonalić w swoim tempie, czyli w pełni dostosowanym do naszych możliwości.
 
Chcąc byś świętym zbyt szybko - stawiamy siebie poza pokorą. 
Tak samo jak zaniedbując dobre natchnienia i będąc opieszałym we wzroście w ofiarowywaniu siebie wartościom.

0blubieniec jest zawsze z nami czasem wspierając naszą słabość odczuwalnie i namacalnie a czasem widząc naszą wierność uznaje nas godnymi większej Łaski - poczuciem opuszczenia, samotności i cierpieniem.

Dziękujmy Mu za jedno i drugie.

Niech Maryja będzie dla nas wzorem mówienia "Tak, chcę tego czego ode mnie żądasz", w miejsce postanawiania i proponowania Bogu naszych własnych rozwiązań.

Sunday, April 10, 2016

+/-

Wewnętrznie pusto
czekając na Przebudzenie Źrodła Wszystkiego
Staram się kochać tym co mam
czyli niczym i tym co zostało po Twych dotknięciach
tak cudownych, a tak bolesnych!

Zgodziłem się w ciemno nie wiedząc,
że zgadzam się na to, żeby wszystko obróciło się dla mnie w nic,
A mając to jedno - nic zmienia się we Wszystko.

Świat jest czarno biały
dla tego, ktory oddając Tobie całe serce
został z pustymi rękami

Czerń nieprzenikniona
spowodowana przez Światło, ktore Cię oślepiło
i kiedy odzyskujesz wzrok - Jasność niewysłowiona
sprawiająca, że wszelka czerń, ktora była staje się zapowiedzią Dnia

Bez Niej - jakby, żyć przy zgaszonym słońcu,
po omacku poruszając się w stronę miejsca gdzie można je odnaleźć
Z Nią - nigdzie już nie musisz iść, bo jesteś niesiony i lecąc oglądasz
Radość ogromną, ktorą 0na pomnaża,

Jesteś stworzony, żeby ową Radość zaprowadzać,
i wspołprzeżywasz każde Jej tchnienie i poruszenie w sercu ktorego dotyka
i nie masz braku, trwając pomnaża się Twe Miłowanie

aż znow wszystko zniknie za chmurami i nie wiesz, czy to czasem nie był sen...
A kiedy na nowo wraca, wiesz, że nigdy nie było nic bardziej rzeczywistego.

Monday, April 4, 2016

Władza i autorytet

Jak w praktyce osiągnąć autentyczną władzę i zdobyć autorytet?

Władza i autorytet w człowieku lokują się w sferze ducha. Jeśli na głębokim poziomie jesteśmy przekonani o tym, że posiadamy władzę, oraz jesteśmy autorytetem - stanie się to rzeczywistością i będziemy emanować naszą wewnętrzną władzą i autorytetem.

Niemniej jednak jak mamy uwierzyć w to, że owa władza jest naszym udziałem?
Musimy podłączyć się do Źródła wszelkiej władzy i zwierzchności - czyli Boga.

Będąc z Nim na głębokim poziomie zjednoczeni posiadamy przymioty Boga i swoje przekonanie o własnej władzy opieramy nie na jakiejś technice, czy właściwościach naszej osoby, co na czerpaniu własnej mocy Miłosnej z samego Źródła.

opierając się na Nim i nie pamiętając zupełnie o sobie - źródle wszelkich niedoskonałości i niepowodzeń po prostu urzeczywistniamy ową władzę, którą w duchu posiedliśmy - poprzez konkretne postępowanie.

odkrywamy, że po prostu wynajdując co chcemy uczynić - dokonujemy tego siłą, którą posiedliśmy od Boga i to działa. Ta siła jest niezawodna bo jest siłą niezależną od jakichkolwiek zewnętrznych form, a pochodzi wprost z Boga.

Cała nasza praca musi więc polegać na obmyśleniu z Bożą pomocą - co dokładnie chcemy osiągnąć używając tej władzy Bożej, następnie należy to spisać i zastosować w praktyce.

oczywiście to o czym mowa można osiągnąć tylko dzięki modlitwie, w której jednoczę się z Bogiem i unicestwiam siebie.

Zatroszczmy się więc o własne z Nim zjednoczenie, wołajmy do Niego o to aby dokonał w nas niezbędnego dzieła, a następnie dokonajmy Jego mocą i daną nam władzą - dobrych dzieł.

Potrzebne jest nam jedynie zawierzyć Mu w całej pełni i otworzyć Mu wszystkie drzwi.

Całe dalsze postępowanie i sukces jaki w Nim osiągamy jest konsekwencją tego.

Tuesday, February 2, 2016

Jezu...

Nie. Nie w żadnych religiach nie chodzi o Miłość.
Nie ma Miłości bez Ciebie.
Nie jesteś żadną religią, moja Miłość do Ciebie nie jest praktyką religii chrześcijańskiej. To znaczy w jakimś tam systemie pojęciowym jest, ale to kompletnie nie oddaje tego kim dla mnie jesteś.

Biedni, oszukani, ogłupieni... Którzy nie poznali Ciebie osobiście. Głupcy, którzy mówią o energiach, którzy mówią o duchowościach, o byciu 'katolickim' jako o sednie swej tożsamości i swego serca.

Ci, którzy nie poznali, że Ty jesteś Umiłowanym całej ich istoty.

Nie potrafię się zgodzić na to i niedobrze mi od tego teoretyzowania, schematyzowania, świata religii, w którym nie ma miejsca na szaleństwo z Miłości.

Biedni szukający tylko spokoju, oczyszczenia, bezgrzeszności, miłości, czułości, akceptacji - samych w sobie, nie patrząc gdzie ich szukają - bo te wszystkie rzeczy są dobre, ale są niczym bez Ciebie, który jesteś odpowiedzią na to wszystko.

Biedni ci, którzy nie wiedzą, że mogą Ci mówić "Ty", że nie wiedzą, że mogą Ci mówić "kocham Cię", że nie wiedzą, że mogą Ci mówić "Tatusiu".

Naucz nas tego, że jesteś nam tak bliski, tak osobisty, że to przekracza wszelkie nasze pojmowanie...

Naucz mnie prowadzić do tego innych, albo raczej sam prowadź ich przeze mnie dając mi siłę potrzebną, żebym czynił co do mnie należy tam gdzie jestem.

Szukając "drogi duchowej" czy "sposobu na bycie szczęśliwym" za wszelką cenę, albo trafimy na Ciebie, który jesteś na to odpowiedzią, albo będziemy męczyć się w ułudach i środkach zastępczych mających zastąpić nam to, czego zastąpić nigdy nie mogą. Intymną relację miłości, którą w pełni rozumiemy tylko Ty - wszystko i ja - nicość poza Wszystkim jakim mnie obdarzasz, która czyni ze mnie na nowo Wszystko w Tobie.

Thursday, January 28, 2016

co człowiek zawsze może zrobić

często gdy mięsień woli człowieka jest sprowadzony do absolutnej niemocy przez czynniki odeń niezależne - nie ponosi on za to osłabienie winy - jest wystawiony na pokusy, których jeszcze bardziej niż zwykle nie jest w stanie przezwyciężyć o własnych siłach, gdyż o własnych siłach człowiek będzie zawsze zgubiony i nigdy nie wzniesie się ani o krok ponad swoją marną naturę skłonną przez skażenie grzechem do wszelkiego egoizmu, zepsucia i ratowania tylko siebie przed bólem i unikania trudności nawet za cenę przybicia do krzyża Jezusa.

Nowa natura człowieka, nowy człowiek, nowe serce człowieka nie jest jego naturą samoistną, żyjącą samą przez się, na skinienie woli i podjęcie decyzji - jest naturą, które działa na paliwo jakim jest Łaska. Sam z siebie nowy człowiek nie istnieje i nic nie potrafi, zostanie natychmiast usunięty w cień przez starą naturę, jeśli tylko nie jest napełniony paliwem Łaski.

Jakkolwiek człowiek utożsamia się ze swoją nową naturą musi pamiętać, że nie jest Bogiem i nie istnieje bez sięgania do Źródła jakim jest Bog, a nie człowiek. Jakkolwiek Źródło jest w jego sercu, jest "jego" musi on uczynić krok, aby na nowo zanurzyć się w źródle. Mówiąc obrazowo trzeba zanurzyć się w życiu wewnętrznym Boga, wejść weń poprzez aktywność duszy, zwrócenie się po wszelkie potrzebne siły do Źródła, do Życia wewnętrznego Boga. Siłą tą jest miłość jaką Bog w nas wlewa. My tą miłość mamy w sobie, ale żeby ona zadziałała musimy jej użyć. Wybrać pokierowanie się tą miłością w danej trudnej sytuacji.

Żeby więc przezwyciężyć pokusę, musimy użyć Źródła, które jest w nas samych dzięki dotychczasowej współpracy z Łaską, która założyła je w nas, ale wymaga swego rodzaju aktywacji, nowego podjęcia, wysiłku miłości, wysiłku zaufania przekroczenia własnych ograniczeń, niemocy i własnego rozumu przez podjęcie, akt zawierzenia.

Czyli to co w nas jest to miłość, zaufanie, wiara i pokładanie nadziei w Bogu, Maryi i innych Jego świętych. Podjęcie tych aktów przez decyzję jednoczy nas z Nimi i sprawia, że zyskujemy siłę potrzebną do przezwyciężenia własnej ograniczoności. 

Czyli Źródłem jest Bog, a ja staję się także źródłem jeśli jednoczę się z Bogiem, wchodzę w Jego Życie wewnętrzne.

i kiedy weń wejdę przez akt woli, przez sam akt aktywują się we mnie dane mi siły wiary i miłości, które czynią mnie zdolnym do pokonania słabości. Ale są one jakby uśpione zanim nie podejmę owego aktu.

A więc wnioskując wszystko zależy ode mnie, ale i tak samo wszystko zależy od Boga.
Gdyż wszelka potrzebna Łaska jest mi dana, ale wymaga ode mnie za każdym razem decyzji o sięgnięciu do jej Źródła i podłączeniu się do Niego.

Czyli kończąc - czasem nie mogę zrobić nic, nie mam absolutnie żadnej siły i jest pewnym że pogrążę się w słabości i porażce z własną starą naturą i pokusą związaną z cierpieniem, ale zawsze mogę uczynić jedno co w rzeczywistości jest wszystkim - mogę zawołać do Nieba o pomoc, oderwać się od własnej wewnętrznej walki a przylgnąć do Boga zwyciężając jeśli wytrwam przy Nim. Zawsze mam dość wolności aby tak postąpić.

I kiedy robiąc wszystko co w mojej mocy aby w danej sytuacji podłączyć się do Nieba - upadam i odłączam się odeń - wychodzi na jaw mój brak miłości, wiary i zaufania i moja słabość i cierpienie okazują się w danym momencie je zwyciężać. Mogę w tym momencie uznać, że było wolą Bożą pokazać mi to, jak bardzo brak mi jeszcze wiary, miłości i zaufania.

Mogę przeprosić, wyrazić żal i skruchę, ale przede wszystkim za to, że w swojej ślepocie uznałem się już za prawie świętego, podczas gdy brak mi tych cnót wlanych.

co więc dalej czynię: Błagam Ciebie mój dobry Boże o to byś prowadził mnie na Swojej drodze i wlał we mnie swe nieskończoności wiary nadziei i miłości i żebyś to Ty doprowadził mnie do świętości, bo sam do niej nie dojdę choćbym nie wiem jak się wytężał i jestem od niej bardzo daleki. Ja natomiast zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby dobrze współpracować z Twą łaską we wszystkim.

Umarł więc mój błąd uważania siebie za wielce pełnego Twych cnót wlanych, podczas gdy okazało się że nie posiadam ich prawie wcale, gdyż byle cierpienie sprawiło, że wyszło to na jaw przez mój brak przylgnięcia do Ciebie w trudnościach.

Dziękuję Ci za łaskę pokazania mi tego. Staję w pokorze widząc dobrze swoje braki. Widzę również jak wielkie trudności musisz przezwyciężać chcąc mnie uświęcić przez moje zaślepienie i braki w pokorze. Dziękuję, że mnie jej uczysz i pokazujesz prawdę o mnie która jest piękna bo zachęca mnie do ciężkiej pracy z całych sił, a jeszcze większej ufności i zawierzenia zupełnie wszystkiego Tobie i stanięcia w prawdzie o tym, że ja mam zrobić swoje, a Ty zrobisz resztę, czyli wszystko. Amen.

Grzech mój jaki został mi ukazany to w tym wypadku brak pokory i trwanie w zakłamaniu o poziomie duchowym na którym jestem. Jest on niski jeszcze bardzo, bo to jaką mamy wiarę, nadzieję i miłość okazuje się najbardziej w najtrudniejszych momentach cierpienia i słabości, a u mnie okazało się właśnie w takim momencie, że nie zwróciłem się do Ciebie, lecz chciałem polegać na sobie, który sam z siebie jestem niczym, a więc stało się za dość mojemu wyborowi i upadłem przegrywając sromotnie.

Błagam przeniknij tą prawdą do głębi mojego serca, abym więcej nie polegał na sobie i żebym w każdym cierpieniu i ciężkim kryzysie, pokusie przestawał natychmiast walczyć wewnętrznie a żebym udał się do Ciebie natychmiast, przylgnął i nie odchodził. Wtedy będę niezwyciężony.

Wednesday, January 27, 2016

Boże moj...

Pragnę napisać Ci tutaj co mam w sercu.
Czuję się wezwany do powołania, czuję, że wzywasz mnie Dobry Boże do wielkich rzeczy. Pragnę Wielkiej Miłości.
Ty, Dobry Boże nigdy nie dajesz pragnień, których nie potrafisz spełnić, i w Swojej wielkiej dobroci je wypełniasz ponad miarę.

Miłości,
Wierzę, że powołanie małżeńskie jest powołaniem do wielkiej świętości. Do świętości i miłości, które nie zamykają się tylko w rodzinnym domu małżonków, ani nie ograniczają do rodziny określonej przez więzy krwi.

Wierzę, że małżeństwo świętych powołanych do wielkiej miłości jest jednością zdolną mnożyć Twoją Chwałę po stokroć na świecie, zdolną przynieść wielki owoc wielu duszom.

Wierzę, że małżeństwo w moim przypadku jest powołaniem do kontemplacji i do wydawania jej owoców zaczynając od najbliższej rodziny aż po cały świat.

Wierzę, że pragnienie drogi, o której tutaj mówię nie jest powodowane przywiązaniem do stworzeń, wierzę, że nie kieruję się tęsknotą za człowiekiem, za bliskością ludzką, bo dobrze wiem, że dzięki Twojej Łasce jest mi odebrana nieuporządkowana tęsknota za tym dobrem.

Dobrze wiem, że do Życia starcza mi tylko trwać w Twej Łasce. A cóż się liczy w tym życiu poza nieustannym przebywaniem w Świetle Życia wiecznego?

Czy może być coś piękniejszego niż nieustanne Adorowanie Ciebie we wspólnocie jedności małżeńskiej? Czy może być coś piękniejszego, niż dzielenie się owocem tej Adoracji z całym światem zapraszając niezliczone dusze do życia Nowym Życiem?

Ufam więc, że to pragnienie, które tutaj wyrażam jest owocem nie egoizmu, złudzenia i nieuporządkowania, a raczej przedziwnej Miłości i Łaski jaką mnie prowadzisz w tym życiu.

Raczej jest spowodowane tym, że chcesz prowadzić mnie tą przedziwną drogą, abym stał się chlebem dla wielu dusz.

Ale nie moja wola, a Twoja niech się dzieje.
Jeżeli mylnie rozeznaję, jeżeli sercem przywiązuję się zbytnio do czegośkolwiek poza tym, żeby we wszystkim spełnić Twoją wolę - odbierz mi to proszę.

Jeżeli mylnie rozeznaję jestem gotów natychmiast zawrócić z tej ścieżki i pójść tam dokąd tylko mnie poślesz i dobrze wiesz, że nie będę miał do Ciebie żalu. Mam pełną świadomość bycia całkowicie i zupełnie Twoją własnością, niech więc będzie Twoja wola we wszystkim.

Niemniej jednak kierując się sercem, w którym w Swojej dobroci raczysz mieszkać, kieruję również całą swą wolę i wszystkie siły, żeby zrealizować to powołanie, do którego czuję się wezwany przez Twego Ducha, który mnie prowadzi.

Uczynię więc wszystko, żeby spełnić to co jawi mi się jako Twoja wola.

Zdaję sobie sprawę, że wszelkie powołanie jest piękne, ale czyż zapisałeś historię świata historią wielu świecących Twoim światłem małżeństw? Wiem w sercu, że tak. Jednak moje serce napełnia pewien niesmak, że na słowo "święty" od razu przypominają się nam wszystkim ludzie żyjący w celibacie.

Czyż człowiek "całkowicie oddany Bogu" musi się nam kojarzyć jedynie z kapłaństwem i życiem zakonnym?

Nie, jeśli zrozumiemy, że Ty zamieszkałeś w człowieku i będąc oddanym czystą Miłością Świątyni, w której raczyłeś zamieszkać - czyli sercu ludzkiemu - adorując, uwielbiając i troszcząc się o Ciebie w niej obecnego - wszystko oddaliśmy Tobie i nie pozostało już nic z nas samych.

o, Panie mój, bądź uwielbiony, że przyprowadziłeś mnie do tego miejsca. Ty wiesz lepiej niż inni jaką marnością jestem bez Twojej łaski. Wiesz, że chcąc cokolwiek osiągnąć o własnych siłach jestem jak ziarnko maku podczas silnego wiatru, chcące polecieć w tą a nie inną stronę.

Ty wiesz, że bez jedności z Tobą nie ma we mnie ani krzty Miłości i wszystko z tych wielkich słów, które tutaj wyraziłem obróci się jedynie w marny pył, jeśli Ty nie poprowadzisz mnie tam dokąd chcesz.

Ty jesteś tym, który Słucha. oddaję Ci więc teraz te wszystkie pragnienia obecne w moim sercu, te, które tu wyraziłem a także te, które zatrzymałem w sercu, i proszę Cię jedynie o spełnienie się w tym wszystkim Twojej woli, Ty wiesz czego potrzeba do tego aby się ona spełniła. Ja chcę zrobić wszystko co do mnie należy, żeby już dłużej nie przeszkadzać jej spełnianiu. Pomóż mi poznać co się z tym wiąże, czego mam się wyrzec, a w co zaangażować, aby tak właśnie się stało. Amen.

Wednesday, January 6, 2016

Modlitwa2

Dobry Jezu...
Czuję bol, płaczę, czy to ma jakieś znaczenie?
Czuję się tak słaby i niedoskonały, podczas gdy chciałbym być silny i stanowić oparcie.

Niby wszystko wiem, ale wciąż mnie to boli.

Boli mnie, że to wszystko między nami było, że byliśmy w tym razem, a teraz już jesteśmy osobno.

Boli mnie jak przypominam sobie mnie i Ciebie, razem kiedy postanowiliśmy zostać drzewem i już stamtąd nie odchodzić.
Boli mnie jak pamiętam jak spacerowaliśmy razem w moje urodziny, i kiedy powiedziałem Ci, że nie ma lepszego prezentu niż Ty sama.

Czuję się tak samotny...

Tak mi przykro...

Ale przeciez nie mogłbym Ci tego napisać, bo i po co? Powiedziałabyś mi pewnie żebym przestał się nad sobą rozczulać, więc lepiej żebyś tego nie czytała, piszę to dla mojego Boga i żeby sam siebie zrozumieć.

Czy kiedykolwiek z kimś zrozumiem się na tak głębokim poziomie?
Czy kiedyś kogoś będę w stanie tak do głębi pokochać?

Boję się moj Boże, że nie potrafię, że będę ranił tę osobę przez to że wciąż kocham moją przyjaciołkę, choć wiem że nie jest dla mnie i nigdy nie będzie.

Chciałbym żebyśmy nie ranili siebie i przez siebie więcej nie płakali. Chciałbym żeby te wspomnienia już nie bolały, żebym mogł pełnić Twoją wolę we wszystkim i żebyśmy byli zwyczajnie przyjaciołmi ktorzy zwyczajnie ze sobą rozmawiają, są dla siebie dobrzy, modlą się za siebie i są dla siebie mili, żebym mogł jej dawać to co mogę, coś co doprowadzi ją bardziej do Ciebie, i rownież brać od niej to samo, ale pragnę otworzyć się na nową relację oblubieńczą i nie ranić mojej przyszłej ukochanej swoimi wspomnieniami. Czy proszę o zbyt wiele Panie?

Pomoż mi, abym pełnił Twoją wolę i uporządkuj proszę, ustabilizuj moje serce, moje uczucia, abym stał się silny, stabilny i pełen pokoju.

Ufam Ci moj Jezu, że mi pomożesz i z czasem uczynisz mnie takim, abym mogł lepiej spełniać Twą wolę wierząc i kochając w każdej sferze mojego życia.

Prowadź mnie swoimi drogami i spraw żeby moje cierpienia przydały się na coś, polecam je w intencji taty dziewczyny 0skara.

Prowadź mnie i umacniaj i uczyń serce moje według serca Swego.