Sunday, September 20, 2015

Jezus z Nazaretu - prawdziwa historia... (cz.1)

Ten artykuł piszę po to, aby przybliżyć Wam, drodzy czytelnicy, na nowo najbardziej niesamowitą i fascynującą postać jaka kiedykolwiek żyła. Na temat tej postaci powstało wiele kłamstw i obiegowych iluzji, także za pośrednictwem Kościoła, choć źródłem tych zakłamań jest nie kto inny jak sam Książę Ciemności.
Jeśli dobrze pójdzie to postaram się rozpocząć całą serię artykułów na Jego temat, aby przybliżyć Wam i sobie Jego bardziej.

Zacznijmy od obnażenia "fałszywki" i rozprawienia się z paroma kłamstwami na temat Jezusa.

(Mdr 2,12.17-20)
Bezbożni mówili: Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny: sprzeciwia się naszym sprawom, zarzuca nam łamanie prawa, wypomina nam błędy naszych obyczajów. Zobaczmyż, czy prawdziwe są jego słowa, wybadajmy, co będzie przy jego zejściu. Bo jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim i wyrwie go z ręki przeciwników. Dotknijmy go obelgą i katuszą, by poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości. Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo - jak mówił - będzie ocalony.

Za "sprawiedliwego" postawiamy Jezusa, za bezbożnych - jak kto woli - diabła, faryzeuszy, albo wg. mnie lepiej - siebie samego.

1. Czy Jezus nie jest dla mnie kimś niewygodnym, kimś kto mi przeszkadza?
2. Czy nie mam w sobie przekonań na Jego temat, które sprawiają, że dystansuję się od Jezusa?
3. Czy nie podziwiam i nie pragnę naśladować kogokolwiek bardziej niż Jezusa i czy nie mam kogoś, kto jest dla mnie większym autorytetem niż 0n?
4. Czy nie mam poczucia, że Jezus jest jakiś miękki, słaby i niepociągający dla mnie jako mężczyzny-wojownika?
5. Czy nie mam obrazu Jezusa jako kogoś, kto "sprzeciwia się naszym sprawom", do kogo wolimy się za bardzo nie zbliżać w obawie, że powie nam, że robimy wszystko "nie tak", albo, że po prostu nie pasuje nam do końca wizja świata jaka kojarzy nam się z Jego osobą?
6. Czy nie postrzegam Go jako kogoś od kogo wszystko co mogę oczekiwać to upomnienie i pouczenie, kogoś kto głownie "wypomina mi moje błędy", chce mnie kontrolować, czy chodzę w niedzielę do kościoła, albo sprawia, że czuję się nieustannie niezadowolony z siebie, bo wszystko mógłbym zrobić jeszcze lepiej?
7. Czy nie uznajemy Go za "zbyt miłego i pokornego faceta", którego można obrażać i katować, a który jest zbyt słaby, żeby się postawić?
8. Czy Jego śmierci na krzyżu, chcąc nie chcąc, nie postrzegamy trochę jako objawu słabości?
9. Czy Jezus nie wydaje się odległy i niezainteresowany moim prywatnym życiem?
10. Czy nie mam wrażenia, że to, że Jezus umarł na krzyżu i Zmartwychwstał tak naprawdę nie ma większego wpływu na moje życie?

Jeśli mamy podobny obraz Chrystusa jak wyżej wymienieni bezbożnicy, nic dziwnego, jeśli nasz katolicyzm nie daje nam siły, życia i szczęścia.

Chrystus jak sam powiedział jest Drogą, Prawdą i Życiem.
Modlitwa do Niego ma dawać nam siłę, moc, radość, powinniśmy szczerze uznawać Go za najbardziej męskiego i niesamowitego gościa jaki kiedykolwiek chodził po Ziemi i ze wszystkiego na świecie pragnąć przede wszystkim Jego .
Dobra wiadomość jest taka, że jeśli tak nie uważamy, to znaczy że mamy wypaczony Jego obraz i jest dla nas szansa, żeby ten obraz odkłamać. Jeśli naprawdę uznamy, że Jezus jest brakującym sednem naszej egzystencji, kogoś kto WSZYSTKO zupełnie zmienia (na lepsze) - na logikę - zły duch zrobi wszystko, żeby zakryć przed nami Jego prawdziwe oblicze.

A teraz trochę prawdy o Nim.

(Jk 3,16-4,3)
Gdzie bowiem zazdrość i żądza sporu, tam też bezład i wszelki występek. Mądrość zaś /zstępująca/ z góry jest przede wszystkim czysta, dalej, skłonna do zgody, ustępliwa, posłuszna, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, wolna od względów ludzkich i obłudy. Owoc zaś sprawiedliwości sieją w pokoju ci, którzy zaprowadzają pokój. Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz.


Za "Mądrość" podstawiamy "Jezus Chrystus".

1. Jest czysty - co to w praktyce oznacza?
"(...) W wierze chrześcijańskiej natomiast tym, który nas rzeczywiście czyni czystymi i doprowadza stworzenie do jedności z Bogiem, jest wcielony Bog. Dziewiętnastowieczna pobożność ponownie stworzyła jednostronne pojęcie czystości, zacieśniając je coraz bardziej do kwestii ładu w dziedzinie seksualnej i tym samym ponownie budząc podejrzenia o wrogą postawę wobec sfery materialnej, ciała. W powszechnym poszukiwaniu czystości przez ludzi drogę wskazuje nam Ewangelia Jana - pokazuje ją sam Jezus: 0n, który jest Bogiem i człowiekiem zarazem, otwiera nas na Boga. Istotną rzeczą jest trwać w Jego Ciele, pozwolić, by przeniknęła nas Jego obecność.(...)" (BXVI - "Jezus z Nazaretu")

Czyli odnosząc się do tekstu Benedykta - czystość Jezusa polega nie tylko, ani nie przede wszystkim na tym, że jego sfera seksualna była uporządkowana, ale nade wszystko na tym że był otwarty na Boga, był z Nim samym zjednoczony, nie miał w sobie żadnych innych dążeń, pragnień czy postaw niż te, których oczekiwał od Niego Bog, i popatrzmy co jest konsekwencją takiej postawy czystości - to, że "trwamy w Jego Ciele i przenika nas Jego obecność" - niesamowite! Sam Bog wtedy osobiście może być w naszym wnętrzu obecny dokładnie tak jak był w Jezusie! Czyż nie jest to wspaniała cecha, do której warto dążyć? Co nam przeszkadza? Wszystko co w naszym życiu jest grzechem, czyli wszystko co robimy czy mówimy i nie bierzemy w tym pod uwagę zdania Boga na ten temat. Jeśli uda nam się z Jego pomocą tego wyzbyć, owoce mogą być niesamowite; polecam krotką modlitwę:

Panie, oczyść mnie. oczyść moje serce, wszystkie sfery mojego życia i spraw, żebym był tak otwarty na Boga jak Ty. 

2. Skłonny do zgody, ustępliwy:
A teraz szczerze: czy to są męskie cechy, które podziwiamy i chcemy naśladować? Mam raczej wrażenie, że jak widzę mężczyznę "skłonnego do zgody i ustępliwego", który nie umie się postawić odzywa się we mnie głos szyderstwa i politowania.

Ale Jezus bynajmniej nie jest popychadłem. (patrz: nieustanne obnażanie hipokryzji i zatwardziałości serc faryzeuszy, przepędzenie biczem kupców ze świątyni, wywoływanie sytuacji konfliktowych takich jak celowe nie przestrzeganie Prawa, częste wybuchanie gniewem i irytacja względem niepojętnych uczniów, uzdrawianie w szabat itd.) o jaką "skłonność do zgody" i "ustępliwość" więc chodzi?

Chyba najradykalniejszym przykładem jest sam Krzyż. Zauważmy, że Jezus będąc Bogiem mógł zrobić wszystko, obwoływali Go królem, chcieli z Niego zrobić przywódcę powstania, diabeł oferował mu wszystkie bogactwa świata, a 0n... Dobrowolnie pozwolił się zabić. To jest prawdziwa siła! Być w stanie zrobić wszystko, a wybrać coś najbardziej poniżającego, pozorną porażkę, i zrobić to tylko i wyłącznie z miłości do kogoś... W tym wypadku do każdego z nas...

Tak, jeśli ustępujemy i dążymy do zgody mimo, że mamy inne zdanie, ale ze względu na to, że kogoś kochamy, jesteśmy w stanie poświęcić swoją rację, powiedzieć "przepraszam, źle zrobiłem." mimo że mamy rację, ale ze względu na to, że druga osoba poczuła się skrzywdzona wyrzekamy się tej racji z miłości. To rzecz niezwykle męska.

A co dopiero "oddawać za kogoś swoje życie" dzień w dzień, np w małżeństwie, zamiast walczyć o to, żeby mieć rację, walczyć o to, żeby zawsze obdarzyć drugą osobę miłością, nawet jeśli wiąże się to z rezygnacją i tym że "nie wyjdzie na moje" - to jest dopiero wspaniała męska cecha.


3. Posłuszny + wolny od względów ludzkich i obłudy

Gdy zeszedł z gory, postępowały za Nim wielkie tłumy. A oto zbliżył się trędowaty, upadł przed Nim i prosił Go: Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. /Jezus/ wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł: Chcę, bądź oczyszczony! I natychmiast został oczyszczony z trądu (Mt 8,1-3)

"(...)Księga Kapłańska 13,45-46 wyraźnie mowi, że "trędowaty, ktory podlega chorobie, będzie miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: "Nieczysty! Nieczysty! Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem". Nosili łachany, twarze mieli owinięte chustą, na głowie brudne i zmierzwione włosy. Mowimy o osobach wykluczonych. W Palestynie tamtych czasow, gdy ktoś zbliżył się na rzut kamieniem do człowieka z taką chorobą, narażał swoją prawość i reputację.
 Z takim niebezpieczeństwem przyszło się zmierzyć Jezusowi. Mężczyzna podchodzi do Niego, lecz zachowuje odległość, Co czyni Jezus?
Wyciąga dłoń i dotyka.
Piękno tego gestu jest niewyrażalne.
nie musi przecież wchodzić w kontakt z człowiekiem, aby go uzdrowić. Istnieje wiele opisow, w ktorych wypowiada tylko słowo, a chory odległy od niego o cały powiat odzyskuje zdrowie. Mimo wszystko postanawia go dotknąć. Dlaczego?! Wersja Ewangelisty Marka mowi, że Jezus jest "zdjęty litością" (Mk 1,41). Ten, ktory potrafi być tak niewzruszony, łatwo wspołczuje, i to ze słusznych powodow. Jest to bowiem coś, czego ow człowiek potrzebuje. Nikt już od dawna go nie dotykał. Głod ludzkiego dotyku potrafi być czymś znacznie bardziej dotkliwym niż głod chleba. Dobroć Jezusa wyrażona tym jednym aktem wystarczy, bym się w Nim rozkochał.
 A jeszcze Jego bulwersująca wolność.
Jezus jest bowiem teraz nieczysty, a przynajmniej w oczach odpowiednich władz.
Poza tym 0n właśnie rozpoczyna służbę. Ma do przekazania przesłanie, świadectwo, gdyż - jak sam twierdzi - na to wyszedł (Mk 1,38).
Wiarygodność jest w tym momencie dość ważna, zwłąszcza gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że w swoim niedawno wygłoszonym mistrzowskim kazaniu zaczął podważać przekonania pielęgnowane przez religijnych tyranow. Podejmując swoj następny krok, Jezus niemal na pewno sam się dyskwalifikuje. W sensie emocjonalnym i politycznym jest społecznym odpowiednikiem młodego księdza, ktory wygłosił właśnie swoje najważniejsze kazanie roku, a potem wychodzi przez kościoł, zapala papierosa i pociąga prosto z butelki dużego łyka tequili, podczas gdy obok mijają go wszyscy wierni. Mowię oczywiście w przenośni.
Jezus się tym nie przejmuje.
(...) Chęć z jaką naraża własną reputację jest zdumiewająca
Albo inaczej: bardzo się przejmuje, ale właściwymi rzeczami.(...)
Chęć z jaką naraża własną reputację jest zdumiewająca. (...) (J. Eldredge - "Piękny Banita")



4. Pełny miłosierdzia i dobrych owoców
"Po owocach ich poznacie" - to znamy chyba wszyscy. Wszystko co jest od Jezusa przynosi dobre owoce i wszystko co 0n sam robi takie owoce daje.
Kiedy czytamy Ewangelię i patrzymy na Jezusa musimy mieć świadomość, że widzimy zawsze miłość w akcji. Miłość, która kiedy trzeba jest pełna czułego miłosierdzia, a kiedy trzeba potrafi kipieć gniewem i postawą radykalnego sprzeciwu.
Wszystko co robi ma zawsze na celu Chwałę Bożą i dobro danego człowieka, stąd też inne postępowanie Jezusa w stosunku do rożnych ludzi. Jeden potrzebował tego inny tamtego, a więc Jezus dawał temu uzdrowienie w taki sposób, tamtemu w inny, jeszcze innemu naganę a kolejnego nazywał "Synem Piekła", żeby uderzyć w mur jego zatwardziałego serca.
Kocham w Nim tą trafność, to że zawsze widzi prawdę o człowieku i trafia dokładnie w punkt tym co robi i mówi.

A teraz bardzo ważna sprawa. Każdy z nas potrzebuje miłosierdzia. Każdy. Jeśli ktoś ma obraz Boga bez miłosierdzia, jest straszliwie okłamany przez wroga.
Każdy z nas zgrzeszył w życiu, już grzechem pierworodnym, ale prawda jest taka, że codziennie robimy dziesiątki, setki rzeczy, ktore się Bogu nie podobają. A jaka jest kara słuszna za robienie tego co się Bogu nie podoba? Pismo Święte jednoznacznie mowi, że karą za grzech jest śmierć!(Rzym.6:23)

Przed tym, żebyśmy zostali wszyscy słusznie zmieceni z powierzchni ziemi chroni nas tylko Miłosierdzie Boże.

Czy znaczy to, że powinniśmy żyć w nieustannym strachu i poczuciu winy i biczować się za każdy grzech?

Nie, bo 0n tak nie postępuje, zauważmy, że robi rzecz skandaliczną: wybacza grzechy cudzołożnej kobiecie, która miała być ukamienowana przez tych, którzy są zwolennikami słusznej kary za grzechy. Jestem absolutnie przekonany, że kobieta nie przeżyła skruchy dopóki Jezus jej nie dotknął. Nie ma w ogóle o tym mowy, ta kobieta wcale nie żałowała swojego grzechu, jej żal i płacz polegał tylko na tym, że była przerażona tym, co z nią zrobią, że ją zabiją, a jestem przekonany, że dopiero kiedy doświadczyła miłosiernej miłości Jezusa postanowiła, że więcej nie będzie grzeszyć, bo po prostu zobaczyła, że nie warto, że jeśli człowiek, który ją tak potraktował mówi "nie grzesz więcej", to znaczy że nie warto. I nie chciała więcej grzeszyć z miłości do Niego.

Każdy z nas potrzebuje takiego miłosierdzia, bo w każdym z nas kryje się więcej brudu niż myślimy. Sztuką jest to miłosierdzie przyjąć i wybaczyć samemu sobie zło, które 0n w wielkiej hojności nam wybacza przez sakrament pokuty i pojednania.

5. Zaprowadzający pokoj:
Czy celem dążeń Jezusa jest pokoj bez względu na warunki?
Czy Jezus jest pacyfistą?
Czy był pacyfistą, kiedy wypędzał biczem kupców ze świątyni?

Nie.

jaki pokój chce więc zaprowadzić Jezus?

odpowiedź jest prosta. Jezus chce zaprowadzić pokój wewnętrzny w nas. Chce żebyśmy byli w głębi nas spokojni, a stajemy się tacy kiedy przebywamy w Nim, kiedy jesteśmy z Nim w relacji miłości, kiedy kochamy Go i wiemy, że jesteśmy przez Niego kochani, a więc nic nam nie grozi, nie musimy się bać.
Chroni nas nie tylko ani nie przede wszystkim zewnętrznie przed niebezpieczeństwem (choć tak oczywiście też jeśli Go o to prosimy), ale chroni nas przed zagrożeniami w nas samych, czyli przed grzechem, przed diabłem, sprawia, że wszystko poza Jego miłością przestaje mieć już na tyle duże znaczenie, żeby się tego bać. Śmierć staje się czymś dobrym, czego w pewnym sensie nie możemy się doczekać, bo po śmierci będziemy już na zawsze z Nim. To co myślą o nas inni staje się czymś zupełnie nieistotnym, bo zaczyna się liczyć dla nas tylko to, co myśli o nas 0n.

Czy to znaczy, że kiedy czujemy się przez Niego kochani nie mamy już nic robić?
Mamy zgadzać się na zło i wszystko mieć w głębokim poważaniu?

Ależ skąd!

Jezus miał cały czas pokój wewnętrzny dzięki nieustannemu przebywaniu w głębokiej wewnętrznej komunii ze Swoim 0jcem, ktory jest w niebie, a przecież wpadał we wściekłość i przepędzał z pasją kopców ze świątyni, nazywał faryzeuszy "Synami Piekła", zżymał się na uczniów, płakał, przeżywał śmierć Jana Chrzciciela, a nade wszystko miał Swoją misję: uzdrawiał, wypędzał złe duchy, żeby w końcu umrzeć na krzyżu, a na końcu Zmartwychwstać; jest niezwykle barwną i niezwykłą osobowością.

Kiedy jesteśmy z Nim w bliskiej relacji to wtedy po pierwsze jaśniej wiemy co mamy robić, żeby przynieść tym dobro a nie szkody, po drugie mamy siłę na to, żeby to robić, a po trzecie mamy tym większą chęć i pasję, żeby to robić!

Mając pokoj w Nim jesteśmy gotowi do wojny ze złem, do zmieniania tego co możemy zmienić naprawdę na lepsze. Taki jest pokój przynoszony przez Chrystusa. I za to, że obdarza mnie tym pokojem jeszcze bardziej Go kocham.

źrodła:
Benedykt XVI - Jezus z Nazaretu; cz. II
John Eldredge - Piękny Banita
Biblia Tysiąclecia

No comments:

Post a Comment