Po pierwsze trzeba odebrać to osobiście. Ktoś umarł za mnie. Poniósł śmierć, żebym ja...
...no właśnie, dlaczego za mnie umarł i co to właściwie dało? Dlaczego to zrobił? Żeby pokazać, że mnie kocha? Może mógł to zrobić lepiej dając mi szczęśliwe i bezproblemowe życie?
W Kościele słyszymy zazwyczaj, że umarł i zmartwychwstał po to, żeby każdy z nas miał życie wieczne, albo po to, żeby zgładzić moj grzech, cokolwiek to nie znaczy.
Mhm, czyli mam się cieszyć z tego, że kiedyś jak na to zasłużę - będę w niebie miał jakieś wieczne życie, które jak mi mówią, będzie szczęśliwe, oraz umarł, żeby pokonać moj grzech... Ale chyba nienajlepiej się to udało biorąc pod uwagę to, że i tak wciąż grzeszę na nowo. Mam sakrament pokuty, w ktorym mogę obmywać się z winy, otrzymywać wybaczenie jak zgrzeszę.
Z powyższego opisu wynika, że moje życie jako katolika powinno polegać na nieustannym toczeniu boju z grzechem, z którym i tak nie mam szans bo do końca życia pozostaję grzesznikiem, jeśli jednak uda mi się być w momencie śmierci w stanie łaski uświęcającej - otrzymam od Boga w nagrodę życie wieczne i w końcu minie udręka zwana życiem ziemskim.
Na szczęście to nie katolicyzm nawet w jednej setnej.
Zacznijmy więc od początku. od tego kim jest ten, który umarł za mnie. Jest on tym, który stworzył niebo i Ziemię, ktory stworzył i zaprojektował mnie od postaw. Jest tym ktory stworzył prawa natury, i może te prawa naginać sprawiając, że Morze Czerwone rozstępuje się. Może zrobić wszystko oprocz zła, gdyż czynienie zła jest sprzeczne z tym kim jest, a 0n jest wierny temu kim jest. Jest tym ktory jest obecny, interesuje się mną, ktorego obchodzi moj los, niezwykle mocno go obchodzi, nazywa mnie swoim dzieckiem, swoim przyjacielem, bratem, małżonką, mimo tego, że jestem tak bardzo rożny od niego.
Ma wgląd w moje myśli, w moje uczucia, zna na pamięć historię mojego życia, pamięta te rzeczy, ktorych nawet ja o sobie nie wiem. Przy tym nie narzuca się, nie wprasza w moje życie, pozostaje ukryty i nie pragnie, żebym zrobił cokolwiek wbrew sobie. Jest delikany, czeka aż ja zwrocę się do Niego i będę wołał Go i szukał sam z siebie, jednocześnie ciągnąc mnie ku Sobie tworząc we mnie serce pragnące Jego. Nie narzuca się jednocześnie walcząc o mnie zaciekle, zastawia pułapki, pociąga mnie ku Sobie jak kobieta, całująca mnie delikatnie w usta a następnie robiąca krok w tył czekając na moj ruch. Pozwala mi odejść, żebym po chwili krzyczał, żeby wrocił bo nie potrafię żyć bez Niego. Sprawdza mnie czy kocham Jego samego za to kim jest i co zrobił dla mnie, czy kocham tylko to co mi daje. odbiera mi swoje dary na moment, a wtedy często okazuje się jak wątpię w Niego, że naprawdę kocha, choć czasem uda mi się powiedzieć przez łzy 'ufam'. A potem wraca i zsyła mi dalsze łaski i dary i wtedy obaj wiemy, a ja przyznaję Mu rację - "tak, byłeś, nigdy mnie nie opuściłeś, jesteś prawdziwy i naprawdę mnie kochasz, nigdy się na Tobie nie zawiodłem, a wciąż wątpię i krzyczę jak ranne zwierzę kiedy choć na chwilę wydaje mi się, że mnie zostawiłeś".
Jest tym dla mnie, ale i kimś wiele więcej.
I ten właśnie osobnik dobrowolnie zszedł w swojej wszechmocy z tronu w niebie, przeżył 30 lat jako zwykły człowiek, wypełnił swoje ziemskie zadanie, a punktem kulminacyjnym tego zadania była dobrowolna straszliwa śmierć w męczarniach.
Wiem już, że mnie kocha, ale dlaczego chciał za mnie umrzeć? W jakim celu?
Bo, ja, człowiek, przeznaczony do życia z Nim, zdradziłem Go, przez grzech zaprzedałem siebie diabłu czym zasłużyłem sobie na śmierć, bo nie miałem prawa Go zdradzić, ja człowiek, jestem uzależniony od Niego, a zdrada rowna się dla mnie uschnięciu, spaleniu, śmierci. Zdradzając Go, wraz z Adamem, zdradziłem własną naturę, będąc samochodem na benzynę z wolną wolą zdecydowałem się jeździć na wodę, bo obcy mechanik zmylił mnie, że woda jest lepsza, a ja mu uwierzyłem, a nie mojemu wynalazcy.
A 0n nie chcąc, żebym umarł zdecydował się umrzeć za mnie, żebym ja mogł żyć na wieki. Zdecydował się pokryć wszystkie koszty mojej jazdy na wodę, ktora sprawiła, że cały moj wewnętrzny mechanizm uległ zepsuciu i zardzewieniu, zaoferował mi naprawę za darmo, wymianę silnika, dożywotnią konsultację techniczną, oraz dostawę benzyny za darmo. Poza tym pokazał jak bardzo jest zdeterminowany i jak Mu zależy na tym, żebym znow mogł jeździć, decydując się na tak wielkie poniżenie pokazał jak bardzo liczy się to dla Niego.
W Kościele słyszymy zazwyczaj, że umarł i zmartwychwstał po to, żeby każdy z nas miał życie wieczne, albo po to, żeby zgładzić moj grzech, cokolwiek to nie znaczy.
Mhm, czyli mam się cieszyć z tego, że kiedyś jak na to zasłużę - będę w niebie miał jakieś wieczne życie, które jak mi mówią, będzie szczęśliwe, oraz umarł, żeby pokonać moj grzech... Ale chyba nienajlepiej się to udało biorąc pod uwagę to, że i tak wciąż grzeszę na nowo. Mam sakrament pokuty, w ktorym mogę obmywać się z winy, otrzymywać wybaczenie jak zgrzeszę.
Z powyższego opisu wynika, że moje życie jako katolika powinno polegać na nieustannym toczeniu boju z grzechem, z którym i tak nie mam szans bo do końca życia pozostaję grzesznikiem, jeśli jednak uda mi się być w momencie śmierci w stanie łaski uświęcającej - otrzymam od Boga w nagrodę życie wieczne i w końcu minie udręka zwana życiem ziemskim.
Na szczęście to nie katolicyzm nawet w jednej setnej.
Zacznijmy więc od początku. od tego kim jest ten, który umarł za mnie. Jest on tym, który stworzył niebo i Ziemię, ktory stworzył i zaprojektował mnie od postaw. Jest tym ktory stworzył prawa natury, i może te prawa naginać sprawiając, że Morze Czerwone rozstępuje się. Może zrobić wszystko oprocz zła, gdyż czynienie zła jest sprzeczne z tym kim jest, a 0n jest wierny temu kim jest. Jest tym ktory jest obecny, interesuje się mną, ktorego obchodzi moj los, niezwykle mocno go obchodzi, nazywa mnie swoim dzieckiem, swoim przyjacielem, bratem, małżonką, mimo tego, że jestem tak bardzo rożny od niego.
Ma wgląd w moje myśli, w moje uczucia, zna na pamięć historię mojego życia, pamięta te rzeczy, ktorych nawet ja o sobie nie wiem. Przy tym nie narzuca się, nie wprasza w moje życie, pozostaje ukryty i nie pragnie, żebym zrobił cokolwiek wbrew sobie. Jest delikany, czeka aż ja zwrocę się do Niego i będę wołał Go i szukał sam z siebie, jednocześnie ciągnąc mnie ku Sobie tworząc we mnie serce pragnące Jego. Nie narzuca się jednocześnie walcząc o mnie zaciekle, zastawia pułapki, pociąga mnie ku Sobie jak kobieta, całująca mnie delikatnie w usta a następnie robiąca krok w tył czekając na moj ruch. Pozwala mi odejść, żebym po chwili krzyczał, żeby wrocił bo nie potrafię żyć bez Niego. Sprawdza mnie czy kocham Jego samego za to kim jest i co zrobił dla mnie, czy kocham tylko to co mi daje. odbiera mi swoje dary na moment, a wtedy często okazuje się jak wątpię w Niego, że naprawdę kocha, choć czasem uda mi się powiedzieć przez łzy 'ufam'. A potem wraca i zsyła mi dalsze łaski i dary i wtedy obaj wiemy, a ja przyznaję Mu rację - "tak, byłeś, nigdy mnie nie opuściłeś, jesteś prawdziwy i naprawdę mnie kochasz, nigdy się na Tobie nie zawiodłem, a wciąż wątpię i krzyczę jak ranne zwierzę kiedy choć na chwilę wydaje mi się, że mnie zostawiłeś".
Jest tym dla mnie, ale i kimś wiele więcej.
I ten właśnie osobnik dobrowolnie zszedł w swojej wszechmocy z tronu w niebie, przeżył 30 lat jako zwykły człowiek, wypełnił swoje ziemskie zadanie, a punktem kulminacyjnym tego zadania była dobrowolna straszliwa śmierć w męczarniach.
Wiem już, że mnie kocha, ale dlaczego chciał za mnie umrzeć? W jakim celu?
Bo, ja, człowiek, przeznaczony do życia z Nim, zdradziłem Go, przez grzech zaprzedałem siebie diabłu czym zasłużyłem sobie na śmierć, bo nie miałem prawa Go zdradzić, ja człowiek, jestem uzależniony od Niego, a zdrada rowna się dla mnie uschnięciu, spaleniu, śmierci. Zdradzając Go, wraz z Adamem, zdradziłem własną naturę, będąc samochodem na benzynę z wolną wolą zdecydowałem się jeździć na wodę, bo obcy mechanik zmylił mnie, że woda jest lepsza, a ja mu uwierzyłem, a nie mojemu wynalazcy.
A 0n nie chcąc, żebym umarł zdecydował się umrzeć za mnie, żebym ja mogł żyć na wieki. Zdecydował się pokryć wszystkie koszty mojej jazdy na wodę, ktora sprawiła, że cały moj wewnętrzny mechanizm uległ zepsuciu i zardzewieniu, zaoferował mi naprawę za darmo, wymianę silnika, dożywotnią konsultację techniczną, oraz dostawę benzyny za darmo. Poza tym pokazał jak bardzo jest zdeterminowany i jak Mu zależy na tym, żebym znow mogł jeździć, decydując się na tak wielkie poniżenie pokazał jak bardzo liczy się to dla Niego.
Ach, gdybyśmy w to naprawdę uwierzyli...
Gdybyśmy widzieli czym po tym wszystkim jest każdy, 'drobny' grzech...
Gdybyśmy uwierzyli nie moglibyśmy nie żyć absolutnie i zupełnie dla Niego, bo nie da się wymyślić nic wspanialszego niż ktoś taki...
Czy odniosł sukces? Czy Jego cel został osiągnięty w moim życiu?
Bardzo chciałbym powiedzieć, że tak, ale wciąż nie potrafię w to wszystko uwierzyć.
Wciąż jestem w Matriksie, w ktorym mowi się, że nie ma grzechu, że wszystko wolno, że mogę robić co mi się podoba, albo, że moim celem życiowym jest zarabiać pieniądze, wciąż obcy mechanik, ktory kiedyś namowił mnie do jazdy 'na wodę' stara się przekonać mnie, że to wszystko jest bajką, że nie ma miłości dla mnie, że nie da się mnie kochać, a już na pewno nie da się mnie naprawić, i coż, muszę się zmagać, iść pod prąd i starać się żyć dla Niego w tym wszystkim, dla Niego ukrytego w każdym człowieku i obdarzać go tym co dzięki Niemu mam.
Zmartwychwstał, i pokazał przez to co mnie czeka jeśli Mu zaufam, nie, nie zmartwychwstanę w przyszłym życiu, zmartwychwstanę w Chrystusie już na Ziemi, jeśli całym sobą uwierzę i zaufam i oddam się Jedynemu. Codziennie mam zmartwychwstawać z codziennych śmierci coraz bardziej stając się Jego.
0n jest ze mną na tysiąc sposobów, nie jestem w tym sam, nie zmagam się sam.
Jest ze mną w sakramencie Miłości, czyli Eucharystii.
CDN
Gdybyśmy widzieli czym po tym wszystkim jest każdy, 'drobny' grzech...
Gdybyśmy uwierzyli nie moglibyśmy nie żyć absolutnie i zupełnie dla Niego, bo nie da się wymyślić nic wspanialszego niż ktoś taki...
Czy odniosł sukces? Czy Jego cel został osiągnięty w moim życiu?
Bardzo chciałbym powiedzieć, że tak, ale wciąż nie potrafię w to wszystko uwierzyć.
Wciąż jestem w Matriksie, w ktorym mowi się, że nie ma grzechu, że wszystko wolno, że mogę robić co mi się podoba, albo, że moim celem życiowym jest zarabiać pieniądze, wciąż obcy mechanik, ktory kiedyś namowił mnie do jazdy 'na wodę' stara się przekonać mnie, że to wszystko jest bajką, że nie ma miłości dla mnie, że nie da się mnie kochać, a już na pewno nie da się mnie naprawić, i coż, muszę się zmagać, iść pod prąd i starać się żyć dla Niego w tym wszystkim, dla Niego ukrytego w każdym człowieku i obdarzać go tym co dzięki Niemu mam.
Zmartwychwstał, i pokazał przez to co mnie czeka jeśli Mu zaufam, nie, nie zmartwychwstanę w przyszłym życiu, zmartwychwstanę w Chrystusie już na Ziemi, jeśli całym sobą uwierzę i zaufam i oddam się Jedynemu. Codziennie mam zmartwychwstawać z codziennych śmierci coraz bardziej stając się Jego.
0n jest ze mną na tysiąc sposobów, nie jestem w tym sam, nie zmagam się sam.
Jest ze mną w sakramencie Miłości, czyli Eucharystii.
CDN
No comments:
Post a Comment