Friday, July 24, 2015

Refleksja popielgrzymkowa na temat krzyża i cierpienia, albo instrukcja obsługi cierpienia

Cierpiąc trochę na pielgrzymce do Gietrzwałdu na jakiej ostatnio byłem, z powodu upiornego bólu gardła, który uniemożliwiał mi normalne funkcjonowanie (przełykanie śliny wiązało się często z koszmarnym bólem, leki nie pomagały [poza aspiryną i Eucharystią co odkryłem później], a co dopiero mówić o jedzeniu, chwilową ulgę czasem przynosiło jedynie picie wrzątku lub wrzącej herbaty) mam parę luźnych przemyśleń na temat cierpienia, jego sensu i znaczenia. W Piśmie Świętym natknąłem się na fragment, w którym apostołowie pod wodzą Pawła głoszą Królestwo Boże poganom, ponieważ zdarzyło im się popełnić parę uzdrowień Grecy szybko okrzyknęli ich bogami którzy zstąpili z niebios. Apostołowie rozdarli szaty chcąc powstrzymać tłum przed złożeniem im ofiary. Paweł wypowiada w pewnym momencie zdanie (parafrazując): "Jesteśmy, tak jak wy - ludźmi! My także podlegamy cierpieniom!"

<oświecenie>

Ach! Z czyli Paweł ma na myśli, że bycie człowiekiem (nawet świętym) wiąże się z cierpieniem!
Ale jak to? Czy cierpienie nie jest złem, którego powinniśmy unikać i które Bog pragnie nam zabrać, żeby uczynić nas szczęśliwymi?
I tak i nie!

okazuje się, że Bog pragnie odebrać nam cierpienie, które jest piekłem, a pragnie obdarzyć nas cierpieniem, które staje się rozkoszą!

Nie nie jestem masochistą!

Nie chodzi tutaj o cierpiętnictwo, cierpiętnictwo, czyli cierpienie, w którym nie ma życia, w którym jest jedynie ból, smutek, w którym nie ma celu ani nadziei - takie cierpienie staje się piekłem.

Wiedziałem to już w teorii, ale teraz przekonałem się w praktyce, że cierpienie może być czymś wspaniałym, jeśli przeżyjemy je zgodnie z wolą Bożą.

Co to znaczy?

To znaczy, że jeśli zgodzimy się na nie, ale nie z wyrzutem w stosunku do Boga, z postawą cierpiętnika, który robi z siebie ofiarę, tylko kiedy przyjmiemy, że to cierpienie to łaska!

Tak, łaska...

Na czym ona polega? W czym tu łaska skoro tak strasznie mnie boli i nie mam siły, ani ochoty myśleć o niczym innym?

Ano w tym, że w tym właśnie momencie możesz być najbardziej podobny do Twojego Pana na krzyżu, tego, którego ukochałeś, w tym momencie możesz stać się niezwykle podobny do tego, do którego podobieństwo jest celem Twojego życia.

Jak to zrobić?

A na nieskończenie wiele sposobów, ale wyraża się to słowem kochaj. Bądź darem dla innych mimo tego. Nie myśl tylko o sobie i swoim bólu. Cierpienie ofiaruj za kogoś, uśmiechnij się do kogoś, zainteresuj się drugą osobą. Powiedz Bogu jak bardzo Go kochasz, uwielbiaj Go. Im mniej czujesz do Niego w tym momencie sympatię tym bardziej Go uwielbiaj. Wierzę głęboko, że taka postawa podoba się Bogu bardziej niż największe uwielbienie i najżarliwsza modlitwa w stanie duchowych pociech, pozytywnych emocji. Tego niestety rzadko uczy się w szkole "Nowej Ewangelizacji", a to przecież żywa świętość!

Co więc mówi mi Bog?

Żebym szukał cierpienia, bo to łaska?

Nie.

Szukaj woli Bożej, szukaj tego co dobre, kochaj, stawiaj innych ludzi przed sobą niezależnie od uczuć, jeśli na twojej drodze pojawi się cierpienie nie uciekaj od niego za wszelką cenę, nie uciekaj od krzyża! To łaska ode Mnie, potraktuj to w ten sposób, a znienawidzony krzyż stanie się dla Ciebie rozkoszą mimo fizycznego, bądź emocjonalnego bólu, duchowo będziesz wtedy przeżywał największe rozkosze, bo będziesz mógł być jak Ja Jestem na krzyżu. Zaufaj mi w tych momentach. W każdym momencie kochaj i ufaj Mi, a w tych momentach najbardziej Jestem z tobą.

No comments:

Post a Comment