obudziłem się i stwierdziłem, że moi rodzice już wrocili, jednak szybko przekonałem się, że 2 rzeczy są nie w porządku, po pierwsze obudziłem się bardzo poźno i jest już popołudnie, po drugie moi rodzice mają do mnie o coś duże pretensje.
Moj brat namowił mnie na wyjście z domu, wyszliśmy, pojechaliśmy do Wrzeszcza, nie rozumiałem celu tego wyjazdu, dopoki moj brat nie powiedział, że chodzi o to, że moi rodzice są na mnie źli z jakiegoś w moim mniemaniu błahego powodu,, i najlepszym wyjściem będzie wyjechać, żeby zaczęli się martwić i sami do mnie dzwonić.
We wrzeszczu zobaczyłem jeszcze mężczyznę, ktory wyglądał jak ojciec i przechadzał się samotnie, dziwiliśmy się, bo ojciec raczej nigdy nie lubił samotnych spacerow, ale widać było, że jest czymś mocno pochłonięty.
Będąc we wrzeszczu zorientowałem się, że jest poźna godzina - ok. 20:00, a moj brat musi do 20:30 złożyć bagaże na pielgrzymkę na ktorą idzie następnego dnia. Jak się okazało - zapomniał o tym, a więc pozostało złożyć bagaże następnego dnia, co było problematyczne.
Potem zdecydowaliśmy się wracać do domu, ale weszliśmy do losowego autobusu, licząc, że zawiezie nas w dobre miejsce.
Jednakowoż okazało się, że wywiozł nas w dokładnie przeciwnym kierunku, i jak wysiedliśmy, pani w sklepie nie wiedziała nawet gdzie jest Morena.
Zdecydowaliśmy, że wrocimy następnego dnia, bo tego dnia nie ma już autobusow i zdecydowaliśmy się przenocować w mieszkaniu uderzająco podobnym do naszego, ale z innym widokiem przez okno.
Nastąpiło rano i okazało się, że w mieszkaniu są nasi rodzice! Było to szokujące, bo przecież nie byliśmy w swoim mieszkaniu. Zachowywali się jakby nigdy nic. Zacząłem mowić im, że jesteśmy w innej dzielnicy, w innej rzeczywistości i że zamierzamy wrocić do domu. Czy oni nie widzą w tym nic dziwnego? Czy dla nich wszystko jest normalnie?
ojciec racjonalnie podjął temat poprzez przytomne stwierdzenie: "Jak wrocicie na czas to pogadamy". (w domyśle będzie można uznać, że to co mowicie jest prawdą).
Mieliśmy wrocić na 16:30, a składanie bagaży na pielgrzymkę zamieniło się w coś innego, bliżej nieokreślonego, zamawianie biletow na mecz czy coś w tym stylu. Do 16:30 trzeba było zamowić te bilety.
Spojrzeliśmy na zegar i doznaliśmy kolejnego szoku bo okazało się, że jest po 15:00, rodzice także byli zdziwieni. Pożegnaliśmy się z rodzicami i doznałem niespodziewanej fali wzruszenia przy tym pożegnaniu, popłakałem się i miałem ochotę wyznać im miłość.
Zaraz kiedy wyszliśmy z mieszkania zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Naszym celem było trafić na ten sam przystanek i wsiąść do autobusu, ktorym przyjechaliśmy, kiedy wsiadaliśmy do windy, pojawiły się liczne osoby, kobiety i mężczyźni, ktorzy zaczęli wsiadać, albo blokować nam windę, osoby wyglądały dziwnie, nie okazywały żadnych emocji i stały biernie i statecznie z uśmiechem. Byłem wściekły bo opoźniały nas i była groźba, że nie zdążymy, jakoś zdołało mi się wepchnąć je do środka i pojechaliśmy windą w doł.
Na dole okazało się, że osoby są nam wrogie, powaliły mojego brata na ziemię i chciały to samo zrobić ze mną, sytuacja stała się bardzo trudna i przytłaczająca, jedynym wyjściem jakie w niej znalazłem było uznanie tych ludzi za diabły i wykrzyknięcie do każdego po kolei: "idź precz w imię Jezusa Chrystusa", "Giń w imię Jezusa Chrystusa", co okazało się skuteczne, ale wszystko było jakby za mgłą i nie miałem pełnej wiary. Nie wiedzieć kiedy moj brat zmienił się w mojego przyjaciela Stefana, ktory jest ateistą.
Nagle zdałem sobie sprawę, że jesteśmy w bardzo trudnym położeniu, w niebezpiecznej rzeczywistości, a my musimy natychmiast wracać, bo nie wiadomo co nam grozi dalej. W pewnym sensie zdawałem sobie sprawę, że to jakaś gra, sen czy cokolwiek i wzięliśmy szybko jakikolwiek samochod ktory stał na parkingu, Stefan prowadził, stał się jednocześnie Przemkiem - moim przyjacielem z postawowki. Na każdym kroku czekała policja, ktorą wymijaliśmy nie zważając, że każe się nam zatrzymać, będąc w pewnej odległości zrozumieliśmy, że wysłali za nami pościg. Probowaliśmy ukryć się z autem zbaczając z drogi, chcieliśmy schować się w wysokiej trawie, ale dostrzegli nas z daleka, więc ruszyliśmy dalej, chcieliśmy zmylić policjantow skręcając w boczną leśną drogę, skręciliśmy tam, a policjanci pojawili się tuż przy nas. Właściwie nie wyglądali jak policjanci. Raczej jak jakieś zjawy, w mig podjęliśmy decyzję, że schowamy się w dziurze, w minijaskini, ale rownież w mig zdałem sobie sprawę, że to nie jest dobra kryjowka, Stefan tam wskoczył, a ja wyskoczyłem i wbiegłem na małe piaszczyzste wzniesienie, okazało się, że "policjanci" strzelają do nas, dobiegli do jaskini w ktorej siedział Stefan i strzelili do niego, do mnie także strzelali, byłem ukryty na tym małym piaszczystym wzgorzu i byłem w stanie się wychylać, żeby "oddawać". Interesujący był moj stan wewnętrzny, bałem się bardzo mocno i zdawałem sobie sprawę, że jedyną bronią jaką mam, jest 'giń w imię Jezusa Chrystusa', ale czy tamci poprzedni naprawdę od tego padli? Przecież to zupełnie nie racjonalne, nie ufałem do końca tej metodzie i moje położenie w ułamku sekundy zdało mi się rozpaczliwe. Zdecydowałem się jednak użyć jedynej broni jakiej miałem. Wychylałem się więc i wykrzykiwałem "Giń w imię Jezusa Chrystusa!". Na początku nic się nie działo, odstrzeliwywali mi z pistoletu, ale unikałem strzałow choć niektore trafiały blisko miałem jakąś niepojętą nadzieję, że nic mi się tak czy owak nie stanie, była to bardzo irracnojalna nadzieja ale zaczynałem się bać coraz mniej, wzrastała we mnie odwaga i zacząłem z coraz większą wściekłością i wiarą wykrzykiwać to samo. W końcu po kilku okrzykach postać ubrana na czarno ktora strzelała zaczęła zmieniać barwę i było widać, że otrzymuje ciosy, umiera, jej twarz ukryta w mroku zaczęła przybierać grymas niewyobrażalnego cierpienia. Jednak do końca nie wydała z siebie dźwięku, w końcu padła trupem. Zdałem sobie sprawę z niewyobrażalnego zwycięstwa i ze swojej wszechmocy w Chrystusie. Mając wiarę byłem niezwyciężony. Pobiegłem do jaskini w ktorej skrył się moj przyjaciel i okazał się martwy co przyjąłem ze smutkiem i zdałem sobie sprawę, że "zostałem w tym sam i to moje przeznaczenie, widocznie tak musiało być, że dalszą część muszę przebrnąć sam", niejasno widziałem, że to jakaś gra, tajemna misja, coś nadnaturalnego. Wskoczyłem na motor, ktory zostawił ścigający i wyczuwając, że niedaleko za mną jest kolejny pościg, pomknąłem z błyskawiczną prędkością dalej, nastąpiło oddalenie i okazało się, że na tym motorze w chwilę dotarłem do Gdańska. Motor był motorem czasoprzestrzennym i musiałem wybrać czas i miejsce do ktorego chcę się udać.
wybrałem więc Gdańsk i odpowiednią dzielnicę. Kiedy ją wybrałem znalazłem się w niej natychmiast, ubrany w garnitur, jednak zdawało mi się, że wszystko jest inne niż wydawało się wcześniej. Szedłem powolnym krokiem po dzielnicy, bładząc, jakbym był w niej pierwszy raz. Czułem błogi spokoj, nikt mnie nie ścigał, rzeczywistość była neutralna wobec mnie, zdałem sobie sprawę z rozdwojenia tych rzeczywistości, tej w ktorej byłem poprzednio, i tej w ktorej jestem teraz, oraz z rozdwojenia osob ktorymi byłem, w poprzedniej rzecywistości byłem dzikim wojownikiem, walczącym uciekającym, tajnym agentem na ważnej misji, nieuchwytnym przestępcą dla policji, walczącym z całym światem i nic nie robiącym sobie z jego zasad i reguł, a tej rzeczywistości przechadzałem się powolnym krokiem zmierzając do mieszkania rodzicow i nie miałem w sobie niczego w czym przypominałbym wojownika, byłem zwykłym człowiekiem. Z ulgą przyjąłem swoją nową tożsamość i stwierdziłem, że z ulgą odpocznę od tej poprzedniej, niebezpiecznej. Nagle przede mną pojawiła się moja poprzednia tożsamość, drugi ja, i zniknąłem, byłem to ja wkraczający jakby do tych czasow i tego miejsca. obie rzeczywistości zdawały się być prawdziwe i zależne od siebie, przenikające przez siebie, to co zrobiłem w rzeczywistości niebezpiecznej miało swoj oddźwięk w rzeczywistości bezpiecznej. Zdążyłem w miarę na czas. Przyglądałem się z błogością normalnie toczącemu się życiu i wykonałem telefon do domu... W tym momencie obudziłem się.
No comments:
Post a Comment